Bida

Poranek. Słońce, błękitne niebo, praca w perspektywie. Wstaję na moją poranną kawkę. Mamisia dopada mnie w przedpokoju i mówi, że w łazience w wiaderku jest chyba nietoperz. Ciekawość budzi mnie bez kawy. Bez namysłu wpadam do łazienki. Widzę bidę. Unosi się i z trudem utrzymuje pyszczek powyżej wody. Nie mam pojęcia, jak go wyciągnąć. Olśnienie – powoli wylewam wodę do brodzika. Bida z trudem czepia się rantu. Owijam w suchą ściereczkę i myślę… gdzie by go tu… Patrzę na słoneczny, upalny dzień. Tu z pewnością nie. Znajduję mu miejsce za kabiną prysznicową. Jest tam chłód i ciemno. Po chwili Bida wygrzebuje się ze ściereczki i znajduje lepsze miejsce za rurami. Tam spędza dzień. Sugeruję Mamince i Elizie wchodzić do łazienki wyłącznie z rozpuszczonymi włosami… 😅

Gdy się ściemniło, Bida zaczęła się ruszać nieco dynamiczniej. Pomogłam jej wyjść. Odezwała się do nas niesamowitymi piskami, jakby wibrującymi. Zwabiła tym psa. Ale nie przedstawiliśmy ich sobie. Tak na wszelki wypadek. Nigdy w życiu nie widziałam nietoperza z tak bliska. Ani nie słyszałam. Bida gdzieś już jest na wolności. Może nawet na Wolności? Ale przygoda!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *