Pani Nic

Słońce łagodnie łaskotało policzki trawników. Poza krokusami, rośliny raczej nie dały się zwieść tej lutowej ułudzie. Idąc do pracy mijałam kolejne świetlne oazy. Na jednej z ławek siedziała jakaś pani. Miała przymknięte oczy i jak słonecznik, wystawiała swoją twarz do słońca. Zdawała się chłonąć każdy promyk tak, jakby nie chciała uronić ani jednego odżywczego kwanta….

Czytaj dalej

Szkicownik

Wracam z Bambuko. Jak to określiła Kasia Nosowska, w swojej książce „Powrót z Bambuko”, na którą wpadłam w moim życiu jakimś zrządzeniem losu czy wszechświatowym zbiegiem okoliczności. Nie szukałam niczego, zwyczajnie poszłam na rehabilitację i koło recepcji leżał stos książek sprzedawanych po symbolicznych cenach celem wsparcia jakiejś fundacji. Chciałam je minąć, nawet już mijałam, ale…

Czytaj dalej

Do odszczekania II

Jérémiego Harrisa nadal nie lubię i jego kwanty nie zrobiły mi dnia. Łapię tę jego książkę za brzeg okładki i lekko potrząsam. Najpierw pojedynczo, po chwili całymi seriami wypadają zbędne słowa. Przestaję dopiero, gdy ostatnie spadają na usypany stos. Zostaje kilka stron, głównie dwie – rozważania na temat kota Schrödingera i teoria multiświatów Everetta. Fajna…

Czytaj dalej

Drzwi IV

W kwestii deszczowego lutego coś się zmieniło. Nagle wyszło na chwilę słońce. Temperatura wzrosła do ponad 10 stopni. Nie muszę dodawać, że powyżej zera. W tym świecie nie muszę. W latach siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych nie byłoby to oczywiste, bo mogła wzrosnąć do -10. Rozkwitające stokrotki, pączki na krzewach (choć tłusty czwartek już minął), wprawiają mnie…

Czytaj dalej

Drzwi III

Luty nadal tonie w deszczu, a przygoda pocztówkowa rozwija się. O elementy zupełnie nieoczekiwane. To jest chyba najbardziej fascynujące w życiu, że wstępujemy na jakąś ścieżkę, która nas prowadzi w niezwykłe miejsca, takie, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Intryguje mnie pocztówka z 1916 roku napisana w języku niemieckim i wysłana do kogoś, kto kiedyś…

Czytaj dalej

Drzwi II

Luty spowity deszczem skutecznie zatrzymuje mnie w domu. Nawet się z tego cieszę. Czytam sobie, słucham muzyki i podążam ciągiem dalszym niespodzianki. Okazuje się to, jak szuflada w szufladzie. Stoję więc z dokumentem z 1908 roku, dotyczącym domu przy ulicy Augustrasse 1 w Mikulczycach w ręce i jeszcze nie wiem, że otwierają się kolejne drzwi….

Czytaj dalej

Drzwi I

Spoglądam w okno na tonący w strugach deszczu luty. I myślę sobie, że tak przecież nie może być. Ale jest i skoro jest, to znaczy, że może. Myślami przebiegam po zimowym czasie z podstawówki. Przez chwilę jestem na górce za szkołą, na lodowych ślizgawkach, na których nikt się nie zabił, a na których dokonywaliśmy wielkich…

Czytaj dalej

Kominek

Poniedziałek. Budzik szarpie mnie za kołdrę. Odmawiam reakcji. To nie budzik, tylko Aniele Złoty. – Nie budź jej. Niech śpi. – słyszę jak Aniele Srebrny powstrzymuje Aniele Złotego. Uśmiecham się pod kołdrą i myślę, że to serio milutkie stworzenie. – Ale ona ma dziś na siódmą. – rzeczowo kwituje to Aniele Złoty. – No właśnie!…

Czytaj dalej

List

Bywa, że zdarzają mi się jakieś historie. Czasami na żywo, czasami w kinie, w książkach albo w snach. Tym razem historia wpadła na mnie. Dostałam link do aukcji na allegro i kupiłam list. List jest z roku 1960, napisany przez kobietę z Wiednia do mężczyzny z Mikulczyc. Otwierałam kopertę z pewnym namaszczeniem. Wiedziałam, że dotykam…

Czytaj dalej

Do odszczekania

Nie lubię Jérémiego Harissa. On nie ma pojęcia o moim istnieniu, a ja go nie lubię. Przynajmniej na razie. I nawet wolałabym, żeby się to zmieniło, bo mam wewnętrzne przekonanie, że lepiej dla świata, gdy nawet tylko o jeden negatywizm mniej. Dla mojego świata oczywiście. Jérémie Harris zepsuł mi dziś mój porankowy rytuał czytania. Siedzi…

Czytaj dalej