Nie lubię Jérémiego Harissa. On nie ma pojęcia o moim istnieniu, a ja go nie lubię. Przynajmniej na razie. I nawet wolałabym, żeby się to zmieniło, bo mam wewnętrzne przekonanie, że lepiej dla świata, gdy nawet tylko o jeden negatywizm mniej. Dla mojego świata oczywiście.
Jérémie Harris zepsuł mi dziś mój porankowy rytuał czytania. Siedzi gdzieś w tej swojej Kanadzie i psuje zwykłym ludziom dzień w Mikulach. Zaczęłam czytać wstęp. Irytuje mnie jego styl. Niby lekki, swobodny, ale w moim odczuciu z pretensjami do błyskotliwości. Mnie nie bawi. Na przykład, pisze o tym, że jako dwudziestokilkulatek był na imprezie, pokazał profesorom fizyki prosty rysunek i wstrząsnął światem fizyki. Wyczuwam rozbuchane ego. Żadnego tsunami nawet Wikipedia nie odnotowała. Następnie podaje „prawdy objawione” na temat animizmu, politeizmu i monoteizmu. Prawdy powszechnie znane licealistom. Przynajmniej licealistom z mojego świata. Protekcjonalny ton przełykam z trudem zapijając moją ulubioną kawą:
– Aha, być może słyszeliście o gościu, który ją napisał – chodzi o cytowane wcześniej dzieło. – Nazywał się Isaak Newton.
– Tak, Jérémie. Słyszeliśmy. W piątej klasie szkoły podstawowej… – wyjaśniam mu. Żeby wiedział, że wiemy. Że to dość powszechna, elementarna wiedza.
Nie rozumiem, po co przytoczył orzeszki ziemne.
– Jérémie, po co u diabła pisałeś o tych orzeszkach? Chodziło ci o ich mordercze instynkty? I tylko dlatego sparafrazowałeś cytat z Biblii? Jeśli tak, to congrats… – mruczę do siebie i przepijam gorzką kawą. Bomba atomowa na mrówkę.
Przypominam sobie „Kwantechizm” Andrzeja Dragana. Inna liga.
– Jérémie, nie masz się co schylać do rzemyka.
Jeśli już ktoś chce przeczytać „Kwanty zrobiły mi dzień” i „Kwantechizm”, to sugeruję najpierw wziąć się za te „Kwanty”. Po „Kwantechizmie” poprzeczka podnosi się wysoko.
Jeśli zmienię zdanie, to odszczekam to wszystko.
– Żeby się zmieniło… Żeby się zmieniło… – powtarzam zaklęcie, bo zdecydowanie wolę porywające życie, od własnej racji. I nie widzę nic złego w zmienianiu zdania. Pod wpływem nowej wiedzy czy siły argumentów. Niesie to sobie powiew przygody i zaskoczenia.