Hrabal

Czytam sobie Hrabala, „Taką piękną żałobę”. Nie zdążyłam przeczytać na nasze spotkanie w „Rokita czyta”, mimo to, poszłam, bo lubię posłuchać, co ludzie mają do powiedzenia, jakie refleksje ich naszły i po prostu lubię to towarzystwo. Tymczasem czytam teraz, niejako trochę spóźniona, aczkolwiek to bez znaczenia, bo w wieczności i tak wszystko dzieje się równocześnie,…

Czytaj dalej

Lizbona IV

Pławię się w luksusie. Czas nadal nie istnieje, wszystko jest spowite niezwykłym spokojem, upływ czasu dostrzegam tylko poprzez budzący się dzień i zapadający zmrok. Wszystko jest zawieszone w jakimś międzyczasie. Tak chyba można odczuwać wieczność albo punkt przed Wielkim Wybuchem. Pierwszym i najważniejszym celem tego dnia było odnalezienie kafejki „Café do Eléctrico”, która wystąpiła w…

Czytaj dalej

Lizbona III

Słońce świeci. Dostrzegam na ulicy termometr, wskazuje 33 stopnie. Niezły kontrast z pogodą w Polsce, o której rodzina i przyjaciele mnie informują każdego dnia. Doświadczam więc dziwności istnienia, jak bym nie mogła uwierzyć, że ten zimny świat gdzieś istnieje. Mój świat przecież. Zmierzam w kierunku metra. Mam czas, idę leniwo, wraz ze świecącym słońcem, które…

Czytaj dalej

Lizbona II

Dziś jest dzień włóczenia się po uliczkach. Na tyle rozpoznaję otoczenie, że chodzę bez google maps. Nic mnie nie goni, na nic nie muszę zdążyć, więc idę po prostu przed siebie. Wybrałam miejsca totalnie nieturystyczne. Wąska uliczka pnie się w górę. Mijam małe drzwi i okna, wszędzie na chodnikach donice z roślinami. Przez otwarte okna…

Czytaj dalej

Lizbona I

Przylot do Lizbony – wita mnie pogoda 28 stopni na plusie. W kontekście pogody w Zabrzu, to jakieś nierzeczywiste 😄 Mieszkam w fajnym hostelu, bardzo klimatycznym. W nocy burza, lekki deszczyk, temperatura spada chyba do 25 stopni, ale po chwili znów prawie 30. Spaceruję po mieście, paraduję w spódnicy do ziemi, bo liczba siniaków nabyta…

Czytaj dalej

Il Duomo

Po nieoczekiwanej Weronie nadszedł czas na katedrę w Mediolanie, il Duomo. To akurat było od bardzo dawna w planie. Uwielbiam katedry gotyckie. Ich monumentalność, lekkość i finezję, a przede wszystkim zamysł ich twórców. Ponadto te katedry są namacalnym dowodem na ludzką tęsknotę za czymś wzniosłym, mistycznym może. Za tym, żeby wznieść się ponad codzienny syf…

Czytaj dalej

Werona i Mediolan

Pobyt nad jeziorem Garda dobiegł końca. Edytka i Wojtek, mili ludzie, mieli mnie podwieźć do Pechiera del Garda, na dworzec kolejowy, skąd miałam ruszyć dalej, do Mediolanu. Gigantyczna burza w nocy, która rozlała się strumieniami deszczu oraz zaowocowała znacznym spadkiem temperatury, te nasze plany diametralnie zmieniła. Koniec końców znalazłam się w Weronie i choć w…

Czytaj dalej

Siódmy dzień wakacji – ostatni na ferratach, Arco

Ostatni dzień na ferratach. Nie do uwierzenia. Z jednej strony, wydaje mi się, że przyjechaliśmy tu zaledwie wczoraj, z drugiej zaś, ze względu na ilość i moc wrażeń, czas pęcznieje i od przyjazdu mijają wieki całe. Wszyscy coś swojego tu odkryli i przeżyli. I wcale nie ma znaczenia, że nie jest to, to samo. Nie…

Czytaj dalej

Szósty dzień wakacji: ferrata Montalbano

Dzień szczególny dla mnie, ze względu na tę ferratę. Na ten dzień przewidziano chmury i deszcz, tymczasem od rana było błękitne niebo i ani śladu nadciągającej prognozy. Wakacyjny rytuał: przejazd przez urocze włoskie miejscowości, przejście uśpionymi jeszcze uliczkami miasteczka o poranku, podejście pod ferratę. Zachwycają mnie drewniane okiennice i słońce rozkładające swoje promienie i cienie…

Czytaj dalej

Czwarty dzień wakacji: ferrata Signora delle Acque

Jedziemy krętą drogą, mijamy pięknie ułożone w ramionach wzgórz miejscowości. Lazurowe jezioro Garda zostaje w dole za naszymi plecami. Zostawiamy samochód. Wczesnym rankiem przemierzamy senne życie wioski. Kościół jak z filmu. Z jakiego filmu? Nie pamiętam. Po prostu zostało subiektywne odczucie, jak bym miała zaraz spotkać czarno-białą Sophię Loren czy Guiliettę Masinę. Podejście jest krótkie,…

Czytaj dalej