Siódmy dzień wakacji – ostatni na ferratach, Arco

Ostatni dzień na ferratach. Nie do uwierzenia. Z jednej strony, wydaje mi się, że przyjechaliśmy tu zaledwie wczoraj, z drugiej zaś, ze względu na ilość i moc wrażeń, czas pęcznieje i od przyjazdu mijają wieki całe. Wszyscy coś swojego tu odkryli i przeżyli. I wcale nie ma znaczenia, że nie jest to, to samo. Nie może być, bo nawet dwóch identycznych płatków śniegu nie ma. Dzisiejsza ferrata jest krótka i łatwa. Idziemy na totalnym luzie, podsumowując w ten sposób cały pobyt. To, co jeszcze tydzień temu mogłoby wydawać się niemożliwe, dziś było całkowicie w naszym zasięgu. Nadal delektujemy się słońcem i błękitnym niebem, mimo prognoz straszących deszczem i ochłodzeniem. Spędzamy miło wspólny czas. Lody. Kawa. Spacer po Arco, wąskimi, kamiennymi uliczkami. Wieczorem lecimy do naszej ulubionej restauracyjki, z domowym jedzeniem i miłą obsługą. Obok nas dosiadają się Niemcy z pieskiem. Po chwili już przyjaźnie rozmawiamy, nie myśląc o tym, kim kto jest, skąd i dokąd. Bardzo symboliczne podsumowanie całego wyjazdu – w radosnym, beztroskim nastroju. Jutro wracamy na swoje codzienne ferraty. Uwielbiam to, że każdego codziennie od nowa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *