Lizbona IV

Pławię się w luksusie. Czas nadal nie istnieje, wszystko jest spowite niezwykłym spokojem, upływ czasu dostrzegam tylko poprzez budzący się dzień i zapadający zmrok. Wszystko jest zawieszone w jakimś międzyczasie. Tak chyba można odczuwać wieczność albo punkt przed Wielkim Wybuchem.

Pierwszym i najważniejszym celem tego dnia było odnalezienie kafejki „Café do Eléctrico”, która wystąpiła w roli głównej w filmie „Imagine” (który jest na Netflixie).

Idzę wąskimi uliczkami, z niezwykłą zabudową i roślinnością, spotykam bardzo barwnych ludzi. Bez oporów pozują i pozwalają się fotografować. „Café do Eléctrico” nie istnieje już, od miejscowych dowiaduję się, że zamknęli ją ostatecznie w grudniu. Obok „Café do Eléctrico”zamawiam zestaw dnia za 10 eurasów: zupę, danie główne (ryż, frytki, mięso z królika, warzywa), piwo i kawę. Siedzę i patrzę na sceny rozgrywające się na ulicy. Mam dobre miejsce, w pierwszym rzędzie. Widzę tramwaje. Słynny tramwaj 28. Przez moment biorę udział w tym lokalnym życiu. Zdjęcia robią się same. Nawet po zmroku. Amok zdjęciowy kończę na Pink Street. Taka moja Lizbona.

Po powrocie czeka mnie operacja kręgosłupa. Nie ma złych rokowań, ryzyko jest znikome, tak mówią lekarze. A ja tymczasem nie wiem, co będzie. W sumie nigdy nie wiem, ale teraz jakby bardziej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *