Czytam sobie Hrabala, „Taką piękną żałobę”. Nie zdążyłam przeczytać na nasze spotkanie w „Rokita czyta”, mimo to, poszłam, bo lubię posłuchać, co ludzie mają do powiedzenia, jakie refleksje ich naszły i po prostu lubię to towarzystwo. Tymczasem czytam teraz, niejako trochę spóźniona, aczkolwiek to bez znaczenia, bo w wieczności i tak wszystko dzieje się równocześnie, stąd ta kondensacja przed Wielkim Wybuchem.
Czytając dotykam tajemnic wszechświata – jak widać, doznaję różnych oświeceń i moje życie jest piękne, nie ma w nim ani jednego nudnego dnia, ani jednej nudnej chwili. Nawet leżąc na rezonansie przez pół godziny, było to jak chwilka, bo wtedy przebiegłam szczyty tatrzańskie, spotkałam się z przyjaciółmi obleczonymi w szaty wspomnień. Fajne to było. Zatrzymanie się i przewinięcie taśmy do tyłu.
„Taka piękna żałoba” jest spojrzeniem dziecka na świat. Z takiej niskiej perspektywy, kiedy, gdy chcesz się porozumieć z dzieckiem, to nie mówisz do niego patrząc z góry, ale przykucasz, patrzysz mu w oczy na jego wysokości i rozmawiasz. Tak właśnie toczy się narracja, z takiego lekkiego przykucnięcia. Wizja czysta i prosta, nieskażona, ukazująca zderzenie tego dziecięcego patrzenia, niepokrętnego jeszcze z rzeczywistością dorosłych. Obraz niezwykle ironiczny, pośrednio piętnujący wszystkie niedociągnięcia, niespójności, kłamstewka i naciągnięcia, ubrane w normalne życie i tak drobne, że zdajemy się ich nie zauważać, a które różnymi szczelinami i lukami przenikają niezauważone do naszego życia. Jak drobnoustroje.