Lizbona I

Przylot do Lizbony – wita mnie pogoda 28 stopni na plusie. W kontekście pogody w Zabrzu, to jakieś nierzeczywiste 😄 Mieszkam w fajnym hostelu, bardzo klimatycznym. W nocy burza, lekki deszczyk, temperatura spada chyba do 25 stopni, ale po chwili znów prawie 30. Spaceruję po mieście, paraduję w spódnicy do ziemi, bo liczba siniaków nabyta w trakcie ferrat, okazała się imponująca. Ponadto siniaki owe zaczęły przybierać wielokorowe odcienie. Zauważyłam w metrze w Mediolanie, że odruchowo ludzie im się przyglądali. Wzbudziło to moją natychmiastową zazdrość, że w centrum uwagi znalazły się jakieś siniaczyska, nie zaś moja zacna i piękna osoba. Postanowiłam się pozbyć konkurencji i niezwłocznie zaopatrzyłam się w spódnicę do ziemi… Spacerek uliczkami Lizbony sprawia mi ogromną przyjemność. Miasto to zachwyciło mnie od pierwszego spojrzenia. Podobne uczucie miałam w Sarajevie. Są to to na ten moment dwa miasta, o których mogłabym pomyśleć, jako miejscach do życia. Rozglądałam się za taksówką. Oczywiście mogłam odpalić google maps, ale zwróciłam się z zapytaniem do dwóch dziewczyn, które akurat zatrzymały się obok mnie na przejściu dla pieszych. Zdecydowanie bardziej wolę ludzkie interakcje niż internetowe. Nie ma znaczenia język, bo to nawet zabawne, gdy próbuje się porozumieć na wszelkie sposoby. Kreatywność wzbija się na najwyższe poziomy. Dziewczyny dobrze mówią po angielsku, chętnie mi udzielają informacji. Po chwili okazuje się, że mieszkają 5 minut od miejsca, którego szukałam. Proponują podwózkę samochodem, na co z ochotą przystaję. Kolejna okazja do zobaczenia, jak się normalnie żyje w Lizbonie. Od miejsca, w którym parkowały, poprzez jazdę ulicami, zawracanie na środku ulicy, po szukanie miejsca parkingowego. W trakcie jazdy opowiadają mi z ogromnym zaangażowaniem, co warto zobaczyć. Proszę je o zapisanie mi nazw na karteczce, bo przecież nie zapamiętam. Postanawiam, że potem sprawdzę sobie w Internecie. I tak oto powstał mój przewodnik tworzony na gorąco, na kolanie. Będzie to jedna z najmilszych pamiątek z moich wakacji. W znakomitym nastroju dziś znów wyruszam na włóczenie się z aparatem i łapanie przypadkowych kadrów. Dokonuję też pewnego ciachnięcia. Spódnica do ziemi jest przeźroczysta i ma pod spodem drugi materiał, nieprzeźroczysty. Też do samej ziemi. Biorąc od uwagę tutejsze temperatury oraz konieczność maskowania siniakowej konkurencji, pożyczam od Mariji nożyczki, a że dysponowała tylko nożyczkami do papieru, no to ciachnęłam tuż powyżej kolan ten materiał znajdujący się pod spodem. Cudnie! Nowy dizajn, a nierówności idealnie zamaskowane. Jako i siniaki. Takie szaleństwa wakacyjne 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *