Zwieńczenie

Właśnie udało mi się doprowadzić do końca pewne przedsięwzięcie, nad którym pracowałam od wielu miesięcy. To jest tak: zamykasz drzwi, opierasz się o nie plecami i oddychasz z ulgą. W pierwszej chwili pomyślałam o wszystkich tych rzeczach, które mogłabym kupić od ręki. Poczułam lekkość, jakbym w towarzystwie setek kolorowych baniek mydlanych rozpoczęła powietrzną podróż.

Spojrzałam na te rzeczy, które miałam chcieć mieć. I tak jakoś mi się zrobiło, że kiedy tylko znalazły się w moim zasięgu, to już ich nie chciałam.

Najbardziej ucieszyło mnie to, że potrafiłam zrobić to, co założyłam. Nauczyć się tego, co było potrzebne, wykonać plan, wielokrotnie go korygując. Kiedy przestrzeń wokół mnie zaczęła się wypełniać satysfakcją, jak w akwarium, usłyszałam głos Ilonki:

– Pamiętasz, jak kiedyś ustaliłyśmy „Chrzanić łatwe!”?

Pamiętam.

I jeszcze głos Oli rozległ się gdzieś zza pleców – podziękowania za dobrze wykonaną pracę. Podkreślała, że klepanie po plecach, to za mało, bo z tego się nie da żyć. Fakt, że nie da się. Jednakże sam przelew znacznie mniej smakuje bez uznania.

Tak sobie myślę, o co w tym wszystkim chodzi.

I chyba wiem.

O szacunek. Żebyśmy wszyscy traktowali się jak ludzie.

Amen.

Pod te święta!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *