Nauczyciele mają wakacje. Wiele osób mi zazdrości. Oraz tego, że mam weekendy wolne. I że nie pracuję w święta. I, że ferie mam. Rozumiem. Bo to elementy, które mnie trzymają w tym zawodzie. A kształtowanie młodych umysłów? A satysfakcja z dobrze wykonanej pracy? Nie. Bo to fikcja. Myślę, że często, gdyby rodzice wiedzieli, jak ich dzieci zachowują się w szkole, to pragnęliby, żeby się pod nimi ziemia rozstąpiła. Ze wstydu. I z bezsilności.
Lekcja z młodymi, sympatycznymi ludźmi. Mają po 15 lat. Próbujemy się uczyć, tzn. ja staję na rzęsach, a oni są obecni. Wydawało mi się, że całkiem nieźle układały się nasze relacje. Dwie dziewczyny wieszały ilustracje na gazetce ściennej na korytarzu. Wyjrzałam, żeby dopilnować. Klasa się spodziewała, że pewnie długo tam zabawię. Nie wylogowałam się z mojego komputera, bo miałam wiarę w resztkę przyzwoitości. Nakryłam ich na próbie kopania w moim komputerze. Odwracali kota ogonem, czyli mniej więcej chodziło o to, że nie widziałam tego, co widziałam. Smutne jest to, że nie było im wstyd i to, że nie widzieli w tym nic niewłaściwego. Przepraszali ze strachu przed uwagami. Myślę, że bez oporu zaczęliby grzebać w mojej torebce.
I co? Starzeję się. Szkoła się zmienia. Nasze drogi się rozchodzą. Dziś do szkoły idzie się jak na wojnę.
Nie wpisałam żadnej uwagi.
Powiedziałam tylko, co o tym myślę. To się nazywa rozczarowanie.
Wątpię, czy zrozumieli ten przekaz.