Tahar Ben Jelloun w swojej książce „Co to jest islam? Książka dla dzieci i dorosłych” pisze o tym, że „łatwiej stworzyć fanatyka niż intelektualistę, który myśli, wątpi, dyskutuje”. Właśnie z tym się zgadzam. Chciałabym sparafrazować tę opinię, w ten sposób, że łatwiej dziś stworzyć konsumenta, odbiorcę dóbr, klienta płacącego w sklepach, odpowiednio ubierającego się, żyjącego na w pięknie urządzonym otoczeniu, spożywającego wykwintne potrawy (zdrowe!), spędzającego czas na interesującym hobby i jeżdżącego na wakacje, niż osobę uczącą się, stawiającą pytania, poszukującą odpowiedzi i zdolną do refleksji. Zastanawiam się, dlaczego ludziom nie chce się myśleć. Dlatego, że nie lubimy wysiłku? Tam, gdzie trzeba się pomęczyć, odpuszcza się (nie wierzysz? to zapytaj sam się siebie, ile książek ostatnio udało ci się przeczytać, ile razy być w teatrze, muzeum, na koncercie? – ale nie w ciągu ostatnich 10 lat…). Odpuszczasz? Tylko nie na squashu i na siłowni? Wiem. To jest trening, żeby utrzymać ciało w dobrej kondycji, w zdrowym ciele, zdrowy duch! A może raczej chodzi o ładny i młody wygląd? Taki jak z reklamy, filmu…? No i jeszcze męczy się też w pracy. A po co to się w pracy męczy? No dla pieniędzy i wspomnianego dobrobytu. Dla intelektu nie. Bo intelektu nie widać (no chyba, że się odezwie…). A przecież dziś ludzie dużo dyskutują. Problem tylko tkwi w tym, że argumenty do dyskusji często biorą z głowy, z „wydaje mi się”, czyli czerpią pełnymi garściami z ego. Sami dla siebie jesteśmy punktem odniesienia, wyrocznią. Kiedy ludzie zaczną się uczyć i rozwijać? Wtedy, gdy jakiś marketingowiec wymyśli pigułkę, na przyrost rozumu: „połóż się, zażyj i zobaczysz, jakiś mądry”? 
Nie zgadzam się ze wszystkimi. Bo nie znam wszystkich.