Z pamiętnika nie całkiem młodej już nauczycielki 3

Raz, nie tak dawno, bo 30 września, pojechałam do pracy na rowerze. Pomyślałam sobie, że sprawdzę, czy jest możliwe dojeżdżanie do pracy rowerem. To, że samochodem jest, to już wiem. Poza tym, rower to samo zdrowie przecież i nie będzie się stać w tych głupich korkach. Do pierwszej szkoły dotarłam na 6:30. Poszło sprawnie i przyjemnie. Ochrzaniłam tylko siebie, że wcześniej nie wpadłam na takie cudowne rozwiązanie. Potem dojazd do drugiej szkoły na 8:20. Troszkę się zdziwiłam. Nie wiedziałam, że Zabrze jest takie górzyste… Właściwie tego się nie czuje jadąc samochodem. W czasie lekcji cały czas obmyślałam, jak ominąć te normalnie niewidoczne podjazdy, bo na 11:45 musiałam wrócić na lekcję do pierwszej szkoły. Postanowiłam zrobić większe koło, ale po płaskim. Cóż… płaskiego, takiego całkiem płaskiego nie ma… Dotarłam do tej szkoły z lekkim opóźnieniem. Nie powiem, że ledwie żyłam. W końcu nie mam już 20 lat. Ale tłumaczyłam sobie, że taki trening rowerowy, to świetna sprawa, bo przecież nie mam czasu w ciągu tygodnia na zajęcia ruchowe. A w Zabrzu nie jest tak, jak w górach. W górach wszystko jest logiczne. Jak idziesz w jedną stronę pod górę, to z powrotem jest z góry. A w Zabrzu z góry też jest pod górę. Na tej lekcji właściwie już nie żyłam. I jeszcze dobijała mnie myśl, że muszę znów wrócić do tej drugiej szkoły na ostatnią lekcję. Pojechałam jeszcze bardziej na około, w poszukiwaniu bardziej płaskiego… Niestety. Doczołgałam się do pokoju nauczycielskiego. Tam przeczytałam informację, że niepotrzebnie przyjechałam, bo klasa jest na wycieczce. Oczywiście wiadome to było od rana, ale moje myśli wtedy zaprzątało ukształtowanie terenu mojego miasta. Resztkami sił dotarłam do domu. Nie cieszyłam się ze stanu mojej kondycji, latka celą, cóż… Siedziałam łapiąc oddech, gdy usłyszałam jak mój syn mówi „Matko, masz zaciśnięte hamulce! Tak jeździłaś cały dzień???”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *