Pewnie wściekasz się, gdy mijam Cię rowerem na chodniku. Wybacz mi, proszę, ale nie chcę się dać zabić na ulicy. Obiecuję Ci, że jeżdżę ostrożnie i uważam na pieszych. Gdy prowadzę samochód i mijam rowerzystów na drodze, szczerze im współczuję, omijam dużym łukiem, bo wiem, jak to jest. Ale i tak mnie skusiło rowerkiem do roboty się wybrać. Dziś już wiem, że pogięło mnie. Ścieżki rowerowej brak, jadę więc chodnikiem. Rano ludzi mało, samochodów też jakby mniej. Z daleka widzę, że cofa koleś z drogi gruntowej i za moment przetnie chodnik z lewej. Wjeżdża na chodnik, mnie nie dostrzega, głowę ma odwróconą w drugą stronę, patrzy na prawy pas, żeby nie zderzyć się z samochodem. Zatrzymałam się i czekam. W końcu facet mnie widzi. Prawo natury. On wie, że duży może więcej. Nie mija 5 minut. Kolejny samochód wyjeżdżając z ogródków działkowych, wjeżdża na chodnik nie patrząc. Byłam za blisko, nie daję rady wyhamować, ratuje mnie tylko gwałtowny skręt. Zaklęłam pod nosem, pozbierałam się i jadę, do roboty, nie ma czasu na sentymenty. I tu zaskoczenie. Samochód zatrzymuje się, facet otwiera szybę i już mam na końcu języka, że nic się nie stało, nie ma sprawy, każdy może się zagapić, gdy słyszę: „za szybko pani jeździ po tym chodniku, nie wolno tak”. Pewnie z prędkością światła. Szkoda nafty, ignoruję głąba.
Jaki wniosek? Że kierowcy powinni być bardziej uważni? Że miasto powinno wziąć się za ścieżki rowerowe?
Nie!
Zrobię sobie rower pancerny i zobaczycie, jak będą wyglądać wasze wozy po zderzeniu ze mną! 😀