Wszystkich Świętych. Idę na cmentarz, bo taka tradycja. Tak naprawdę mogłabym tam nie pójść, bo pamięć o bliskich osobach ma się w sobie. Cmentarz jest dla nas, żeby nam było łatwiej znieść brak. Stajemy nad grobami. I jest taki odruch: głowy opuszczone, patrzymy na grób. I myślę sobie: to przecież nie ten kierunek. I od tej myśli zrobiło mi się lepiej. Ale niestety chwilę później to już mi się pogorszyło. Właściwie to nawet poirytowałam się. Chwilę refleksji zaburzało mi jakieś brzęczenie. Rozejrzałam się. Ludzie bez żenady rozmawiają na głos i to w taki sposób, że musiałam wysłuchać, ile jeszcze mają zniczy, jakie kwiatki i do kogo z tym pójdą. Po chwili zaczęła się msza – taka tradycja w naszym kraju, że w dzień Wszystkich Świętych są msze na cmentarzach. Piękny zwyczaj? No może, tylko, że te rozmowy nie ustały. Zaczęłam się zastanawiać, o co tu chodzi. I wcale nie o to, jak to było za komuny, że ludzie byli wierzący niepraktykujący, czasem ze strachu (ci na stanowiskach), czasem z lenistwa. Teraz myślę, że w Polsce mamy wielu niewierzących praktykujących (w sumie nie wiem dlaczego praktykujących, bo nastała moda na obnoszenie się z odstąpieniem od kościoła). Po chwili doszłam do wniosku, że gwar, który mnie otaczał jednak nie ma związku z praktykowaniem. To jest po prostu brak kultury, empatii, szacunku i refleksji. Nieważne, czy osoba jest wierząca. I tu pomyślało mi się o muzułmanach, bo często spotykam się z opiniami, że muzułmanie to terroryści. Ludzie mówią też o tym, że do meczetu nie wpuszczają kobiet bez chusty, chociaż nie są muzułmankami, że są w kraje, w których trzeba przestrzegać zasad islamu, nawet jeśli jesteś tylko turystą. Nie wypowiem się, czy to jest słuszne, każdy ma mózg, więc niech go używa. Powiem jednak, że należy kierować się w życiu szacunkiem (oraz wartościami prawdziwymi). Tymczasem w katolickim kraju, w którym każdy był uczony religii (ludzie z mojego pokolenia mieli szczęście, że w salkach katechetycznych), czyli każdy pojęcie jako takie, o tym, co to jest msza św. powinien mieć. A jak nie ma, to wystarczyłoby, żeby otworzył oczy i pomyślał: stoją ludzie odświętnie ubrani, w miejscu kultu, są skupieni i robią coś, co wygląda, że dla nich ważne, więc może wypadałoby rozmowy ściszyć. Tego nam brakuje. Zachowujemy się jak masa. A muzułmanów się boimy, bo ich nie znamy, dajemy sobie kształtować ich obraz przez media, plotki i czujemy, że jest w nich jakaś siła wynikająca z religii. Nie mamy zasad i to jest problem. Zamiast w stronę grobu, lepiej oglądać się w stronę wartości.