Wymazywanie

Szara jest rzeczywistość styczniowa, która wygląda jak listopadowa. Zupełnie jak nadzieja na to, że moje zwolnienie lekarskie wreszcie się skończy i cała ta poczekalnia. I że wrócę do mojego życia sprzed roku. Nie da się roku wymazać? Mój kręgosłup jest w znakomitym stanie. Oczywiście tak znakomitym, jak może być ponad półwieczny kręgosłup nie leżący całe życie na meblościance. Nawet nie ma przeciwskazań do tego, żebym za miesiąc wybrała się na narty. Szybko wkopuję pod krzesło różne wątpliwości i nieufności, na wszelki wypadek przydeptuję je obcasem jednocześnie szczerząc zęby do neurochirurga. Szczerzenie przynosi skutek, bo dostaję papier zaświadczający o tym, że jestem w pełni normalna już. Jedna wątpliwość wymsknęła się spod buta, kopie mnie w kostkę i mówi, że mam sobie darować to szczerzenie, bo mam przecież maskę na pysku. Uciszam ją poprawiając się na krześle i wracam do lekarskiej pogawędki. Wszak słono zapłacona, więc rozmowa się należy.
Idziemy z Maminką na spacer na rynek. Towarzyszy nam deszcz. Spotykamy się z Judytą i zwyczajnie rozmawiamy w miłym nastroju. Pływamy we wspomnieniach.
Zaglądam do kałuży.
Wszystko się rozpływa.
Cały miniony rok.
Spływa do kanalizacji.
Wymazuję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *