Wiera

To czytanie było jak próba wciśnięcia stopy w nieswoje, dość zdeformowane buty i chęć wyruszenia w nich w drogę. Łatwo sobie wyobrazić, jak taka wędrówka wygląda. Mijałam więc w tych butach różne czasy, krajobrazy, ludzi. Dziś doszłam do kresu, do ostatniej strony. Ostatniej odsłony. Najpierw chciałam, pod wpływem impulsu po przeczytaniu historii Wiery Gran, powiedzieć, że mam nadzieję, że nic w moim życiu nie wydarzy się takiego, co uniemożliwiłoby mi czytanie. Zaraz potem trochę wyśmiałam trochę tę swoją skłonność do natychmiastowych, skrajnych reakcji. Jednocześnie wiem dobrze, żeby nie rozbijać głowy o ściany i sufit miejskiej klatki, trzeba iść, nieustannie iść. Nawet jeśli się leży. Czytać, patrzeć, słuchać. Krok za krokiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *