Zatańczenie

Patrzę w okno. Zamieszałam łyżeczką moje myśli w filiżance kawy. W górach podobno spadł śnieg. A u nas z nieba leją się potoki szarości tak burej, że nie sposób jej rozświetlić nawet muzyką. Dziś w planie wizyta u lekarza w Kato. Pomyślałam o zrobieniu jakichś zdjęć. Zwykle jest tak, że jeśli nastawiam się na znalezienie kadrów, to akurat wszystkie przede mną spieprzają i chowają się gdzieś za moimi plecami. Natomiast jak nie mam czasu, to wtedy wyskakują z każdego kąta, czarują i zapadają gdzieś w podświadomości, jakimś śladem pamięci. Dziś postanowiłam, że przechytrzę ich. Zatańczymy więc! Wyjechałam godzinę wcześniej niż powinnam, zaparkowałam i ruszyłam szybko tak, jakbym była spóźniona. Przemierzałam moją zwykłą drogę do biura z czasów przed pandemią. I tak, jak myślałam, zaczęły mnie wodzić na pokuszenie. Woda spływała zewsząd. A ja zatańczyłam z nimi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *