CIĄG DALSZY WAKACJI WRZEŚNIOWYCH

Podczas wakacji we wrześniu, gdy jechałam do Limone sul Garda, miałam przesiadkę w mieście Brescia i tam małą przygodę z zakupem biletu autobusowego i znalezieniem odpowiednego dworca. Pomógł mi przypadkowo spotkany chłopak z Gambii. Lamin – wtedy jeszcze nie wiedziałam, że tak ma na imię, ani, że się jeszcze kiedyś spotkamy. Życie jest dla mnie wielką przygodą, jak otwarta księga, która nie wiadomo, jak się zakończy i który wątek będzie mieć ciąg dalszy. Dawniej myślałam, że książki czyta się dla ich niezwykłej fabuły, zaskakujących wydarzeń. Dziś czytając delektuję się językiem i myślą. Nie ma dla mnie znaczenia to, że wiem, jak się coś zakończy. Hrabal wspomniał kiedyś, że czytanie jest jak trzymanie w ustach cukierka do momentu, aż się rozpuści (nie cytuję, bo nie pamiętam Hrabalowych słów, jedynie przesłanie, które we mnie zapadło). Na tym polega smakowanie życia, jak czytanie.
Lamin przyleciał dziś. Będzie u nas w domu do nowego roku. Nie zaoferowałam mu żadnych przygód, powiedziałam, że może z nami pobyć, zobaczyć, jak się żyje zwyczajnie w normalnej, polskiej rodzinie (no może z tą normalnością ciut przesadziłam…). Siedzieliśmy sobie przy stole, całą rodziną i rozmawialiśmy. I z tej rozmowy wyłoniła się piękna historia. Myślę, że w sam raz na świąteczne refleksje. Gambia to mały kraj, inny świat, inna kultura. Dwa lata temu byłam w Afryce, rok temu czytałam o Afryce, dziś Lamin pokazał nam część swojego afrykańskiego życia, które zostało powiązane z Europą. Jego tata w wyniku wypadku zachorował, leczenie było kosztowne i w tej sytuacji pomaganiem rodzinie finansowo zajął się najstarszy syn, czyli brat Lamina. Z czasem tak się życie potoczyło, że brat zginął na morzu. Wtedy jego tata przekazał obowiązek pomagania rodzinie kolejnemu synowi, czyli Laminowi. Razem z wujkiem wyjechał najpierw do Irlandii, w celach zarobkowych, jednakże tam nie powiodło się. Bardziej sprzyjające prawo okazało się we Włoszech i od ośmiu lat, Lamin pracuje we Włoszech i wspiera swoją rodzinę w Gambii. W międzyczasie jego tata zmarł i Lamin opowiadał mi o swojej misji wspierania rodziny. Nie przypadkowo użyłam słowa misja, bo pięknie o tym mówił, nie jak o uciążliwym obowiązku, ale raczej, jak o jak o wyróżnieniu. Oglądaliśmy zdjęcia jego mamy, braci, sióstr. A także filmik nakręcony w domu, który buduje dla swoich bliskich. Widziałam, jaki jest dumny z tego przedsięwzięcia. Wyobrażam sobie, co może czuć jego mama, rodzina. Dla mnie to piękny przykład więzi i oddania. Dobry obraz na święta, taki kolędowy obrazek, bo w gruncie rzeczy wcale tak bardzo się nie różnimy, w głębi ludzkiej istoty. Nie jest ważne, czy islam nakazuje szacunek i miłość wobec rodziców czy też dekalog. Ważne jest to, jak to realizujemy. Reszta to dekoracje. Już drugi raz w ciągu dwóch dni używam tego określenia – może wszystko jest po prostu jakąś scenografią, która, jeśli pozwolimy, to zakryje istotę?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *