Aniele

Aniele ma złotem skrzące się skrzydełka. Rachityczne i wcale nie anielskie. Za to ma odzienie z futerka. Miękkiego, bardzo miłego w dotyku. Lubi jak się go gładzi. I cała jego anielskość mieści się w tej miękkości dotykowej.

Wcale nie czekał na wigilijną północ, żeby przemówić ludzkim głosem. Gaduła z niego nie ziemska, a jakaś niebiańska raczej. Komentuje wszystko. Niby, że nie on. Mruczy pod nosem, a ja to i tak słyszę, choćby nie wiem, jak cicho mamrotał. Mam jakieś podejrzenie, że nadaje bezpośrednio do moich myśli. Zresztą jest równowaga, bo gadam do niego w sumie bez przerwy i też bezpośrednio i niekoniecznie na głos.

Siedzimy sobie na Plutonie i spoglądamy w stronę Słońca. Z tej perspektywy wszystko widać. I słychać. Dobiega nas chrzęst rozbitych szkiełek. Aniele mówi, że to przez głupotę ludzie tak robią. I ślepotę. Nie widzą i już. I nie zobaczą, bo nie mają do tego oczu. I nie nauczysz ich.

Trochę się dziwię, że niektórzy mają jakąś dziwną zdolność wślizgiwania się i czynienia spustoszeń, nawet przez zamknięte drzwi i okna. Aniele parsknął śmiechem i powiedział, że moja naiwność minęła już chyba Pas Kuipera. Szybko odwróciłam głowę. Chyba coś śmignęło błyskawicznie obok i popłynęło inercją międzygwiezdną, faktycznie, w kierunku tego Pasa. Aniele znów się zaśmiał i stwierdził, że pewnie teraz zapytam, jak do tych wślizgnięć dochodzi. I od razu bez proszenia powiedział, że to normalne, bo to dzieje się przez pęknięcia w murze. Uszczypałam go trochę, bo się zaczął wymądrzać. Pisnął i mi oddał. Dobra. Jesteśmy kwita.

Siedzimy sobie więc i spoglądamy. Przymykam oczy i widzę. Gwiazdy migotają, biały śnieg się skrzy, dźwięki kolędy rezonują odbijając się od Jowisza i pierścieni Saturna. Gładzę miękkie futerko Aniele. Taki kosmiczny błogostan. Szczeliny się zasklepiają, kolejne warstwy powstają.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *