Wszystko już idzie zgodnie z planem. Wyruszamy na via ferratę. Trochę obawiam się, jak zareaguje na to mój kręgosłup. I zadziwiająca sprawa: nic a nic mnie nie boli. Z prawdziwą przyjemnością idę sobie żelazną drogą. Po południu wyskoczyłam na spacer nad jezioro. Próbuję sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz byłam na plaży. I nie pamiętam. Pławię się w wieczornym spokoju, który faluje delikatnie przybierając złociste barwy w zachodzącym słońcu.