Śmieci. Zastanawia mnie, skąd tu tyle śmieci na ulicach. Nie do uwierzenia. Bogaty, europejski kraj… Będzie trochę o obyczajowości, kulturze i ciągłym dziwieniu się. Stoję sobie dziś na przystanku autobusowym. Idzie kobieta. Zatrzymuje się i zaczyna grzebać w torebce. Niewygodnie jej, więc kładzie torebkę na zaparkowanym samochodzie. Zamurowało mnie. Na cudzej własności??? Po chwili wygrzebała chusteczkę. Zużytą. Rzuciła normalnie pod nogi. Znów osłupiałam, a zarazem zrozumiałam, skąd ten cały brud się bierze. Nadjechał autobus (oczywiście piętrowy). Dumna jak paw pokazałam mój bilet tygodniowy kierowcy. Tu jest taki zwyczaj, pokazujesz bilet. Nie masz biletu, nie jedziesz. Bilet mam na komórce, w aplikacju. Zachwycam się tym udogodnieniem, bo w Polsce nie miałam takiej możliwości (bo jeździłam samochodem? hihihi). Trochę mniej mi do śmiechu było, jak dwa dni temu, w środku miasta, zaczęła mi się rozładowywać bateria… Weszłam na piętro, bo dla mnie to frajda. Jedyne wolne miejsce… obok kobiety z przystanku. Usiadłam. A ona? A ona w najlepsze wyjęła ze znanej mi już torebki, obcinacz do paznokci i całą drogę te paznokcie obcinała sobie… Nigdy nie przestanę się dziwić.