Moja znajoma nie ma facebooka. Mój znajomy też nie ma facebooka, bo mówi, że ludzie tam wrzucają bzdury. Ale ma whatsappa. I bzdury przesyła mi whatsappem. Pewnie znajduje różnicę… Wyczytałam gdzieś, że jeśli będziesz swój umysł faszerować śmieciami, to niestety, Twój mózg nie wyrzyga tego. Zostanie coś w człowieku na zawsze. Na szczęście, to my tym sterujemy. I na facebooku można znaleźć coś wartościowego.
Od jakiegoś czasu zdumiewa mnie relacja Ani Fijałkowskiej, zamieszczana właśnie na facebooku. Okazuje się, że to dobre medium. Dociera do wielu ludzi w rozmaitych miejscach, czasie i na różnych etapach życiowych. Codziennie wieczorem czekam na nowy post, jak na kolejny odcinek pasjonującego filmu. A to nie film. To się dzieje teraz. Na naszych oczach. Ania się wybrała na samotną pieszą pielgrzymkę ze Świętochłowic do Rzymu, drogami św. Jakuba. Coś niesamowitego i porywającego! Z jednej strony to, co Ania pisze jest niezwykle osobiste, pełne wzruszeń, a zarazem prostoty, z drugiej zaś totalnie niepopularne. Pielgrzymka? Naprawdę pielgrzymka? A właśnie tak. Niezwykły przykład. Nie uwierzyłabym, że czyjaś pielgrzymka wciągnie mnie bez reszty. Dlatego życie jest takie fascynujące. Już Ci się wydaje, że masz jakiś pogląd, a tu za rogiem odkrywasz, że coś pozornie obcego, nagle staje Ci się bardzo bliskie. I już Twój horyzont się poszerza. Stajesz się bogatszy nie zarabiając ani gorsza. Dlatego lubię żyć. Dla tych niespodzianek!