Chyba żyję w najlepszym ze światów! Zadzwonił do mnie bank i powiedział, że mają specjalnie dla mnie przygotowaną ofertę. Wreszcie ktoś o mnie pomyślał. Nawet ucieszyłam się. Odgadują moje pragnienia, niczym oddany kochanek. Niestety, po wysłuchaniu wstępu doszłam do wniosku, że jednak moje pragnienia odgadują jak mój były mąż. Nie wiem, skąd u diabła pojawił się u nich pomysł, że chcę kredyt i to w dodatku wyżej oprocentowany niż ten, który już u nich mam. Chyba mnie nienawidzą… Odmawiam grzecznie. Pani naciska. Odmawiam ponownie. Pani dopytuje, jakie oprocentowanie mnie interesuje (skoro wysokie nie…). Mówię, że zerowe. Pani mówi, że każdy by tak chciał. Potwierdzam. No to pyta, czy może chociaż ubezpieczenie chcę jakieś. Odmawiam. Tłumaczę, że mam wrodzoną skłonność do ryzyka. Na to nie miała oferty.