Brązowy poranek – Franck Pavloff

Franck Pavloff „Brązowy poranek”. Pokusiłam się o przetłumaczenie, bo uznałam, że warto przeczytać, a nie każdy zna język francuski. Liczę, że przeczytają moi przyjaciele. Że ktoś zatrzyma się na chwilę i pomyśli. Nie może być tak, że tylko własne dziecko/dzieci na piedestale, gdzie pojechać na wakacje, że samochód trzeba już zmienić, że remont jeszcze. Nie dajmy się oślepić konsumpcji i egoizmowi. W życiu chodzi o coś więcej. Franck Pavloff wcale nie pisze o obecnej sytuacji w Polsce. To pół-Francuz pół-Bułgar. Nawet nie wiem, czy kiedykolwiek w Polsce był. I co? To właśnie fascynujące jest…

Brązowy poranek

Franck Pavloff

 Z nogami wyciągniętymi na słońcu, nawet nie rozmawialiśmy z Charliem, po prostu wymienialiśmy myśli, które akurat wpadały nam do głowy, nie zwracając zbytnio uwagi na to, co drugi mówił. Ot takie miłe chwile, podczas których pozwalało się leniwie płynąć czasowi w trakcie popijania kawki. I nagle powiedział, że musiał dać uśpić psa, co mnie oczywiście zaskoczyło. I tyle. To jest zawsze przykre, gdy pieseł źle się starzeje, ale po upływie piętnastu lat, trzeba się jednak liczyć z tym, że któregoś dnia umrze.

˗          Wiesz, no, nie mógł uchodzić za brązowego.

˗          No cóż, jak na labradora, to nie za bardzo jego kolor. A co mu właściwie było?

˗          Nic. Nie w tym rzecz właśnie. Nie był brązowy, i tyle.

˗          Do diabła! Teraz na koty kolej?

˗          Tak, dokładnie.

Jeśli chodzi o koty, to byłem na bieżąco. W zeszłym miesiącu musiałem się pozbyć mojego. To był jeden z tych, któremu strzeliło do głowy, żeby urodzić się białym z czarnymi łatkami. Ja wiem, że nadmierna liczba kotów dawała się wszystkim we znaki, i że naukowcy Państwa Narodowego stwierdzili, że najlepiej zatrzymać brązowe. Wyłącznie brązowe. Testy przesiewowe dowodziły, że lepiej się przystosowywały do naszego miejskiego życia, były mniej liczne, no i znacznie mniej jadły. Psiakrew, kot to kot, nie? Jako że trzeba było problem rozwiązać w ten czy inny sposób, to niech już im będzie ten dekret nakazujący usunięcie kotów, które nie były brązowe. Strażnicy Miasta bezpłatnie rozdawali kuleczki arszeniku. Wymieszane z karmą wysyłały kociska na tamten świat raz dwa. Odczułem ucisk w sercu, ale z czasem się zapomina.

Natomiast to, z tymi psami zaskoczyło mnie trochę bardziej, nawet za bardzo nie wiem, dlaczego. Może dlatego, że są trochę większe, no i mówi się, że pies to przyjaciel człowieka. W każdym razie Charlie mówił całkiem naturalnie o tym, co zrobiłem mojemu kotu i najprawdopodobniej miał rację. Nadmierna czułostkowość do niczego nie prowadzi, a jeśli chodzi o psy, to jest jasne, że są bardziej oporne.

Nie było za bardzo o czym rozmawiać, więc rozstaliśmy się, jednakże pozostało takie dziwaczne wrażenie, jak byśmy wszystkiego nie dopowiedzieli. Niezbyt komfortowe. Jakiś czas potem to właśnie ode mnie Charlie dowiedział się, że Gazeta Codzienna, wydawana w naszym mieście, już przestała się ukazywać. Obudziliśmy się z ręką w nocniku. Gazetka, którą otwieraliśmy przy naszej porannej kawce ze śmietanką!

˗          Co jest? Popłyneli? Strajk? Plajta?

˗          Nie, to ciąg dalszy tej sprawy z psami.

˗          Tymi brązowymi?

˗          Tak, nadal. Nie ma dnia, żeby ktoś nie zaatakował tych państwowych rozwiązań. Posunęli się do tego, że zakwestionowali wyniki naukowców. Czytelnicy sami już nie wiedzieli, co należało o tym myśleć, niektórzy nawet zaczęli ukrywać swoje psiaki.

˗          … to już igranie z ogniem.

˗          No tak. Tak, jak powiedziałeś. I dziennik dostał zakaz publikowania.

˗          No a wyniki wyścigów?

˗          No cóż stary… trzeba będzie szukać w Brązowych Nowinach, tylko ten jeden przetrwał. Wydaje się, że jeśli chodzi o sport i wyścigi, to trzyma poziom. Jako że wszystkie inne wypadły, musiała jakaś gazeta w mieście zostać, mimo wszystko nie można się obejść bez informacji.

Tego dnia wypiłem kawę z Charliem, ale martwiło mnie to, że stałem się czytelnikiem Brązowych Nowin. Wokół mnie jednak wszyscy klienci kafejki wrócili do stałych zajęć, żyli jak dawniej, mój niepokój musiał być nieuzasadniony.

Po tym wyszła kolejna sprawa, wokół książek z biblioteki, oczywiście również niezbyt jasna. Wszczęto postępowanie wobec wydawnictw, które należały do tej samej grupy finansowej, co Gazeta Codzienna i usunięto ich książki z półek bibliotecznych. Prawda jest taka, że gdybyśmy czytali to, co te wydawnictwa wciąż publikowały, napotykalibyśmy słowo pies lub kot przynajmniej jeden raz na egzemplarz i to nie zawsze w zestawieniu ze słowem brązowy. Mimo wszystko powinni byli o tym wiedzieć.

˗          Nie należało naciskać. – mówił Charlie, rozumiesz, naród nic nie zyska na akceptacji łamania prawa i na bawieniu się w kotka i myszkę. Brązową… – nagle dodał rozglądając się wokół, – brązową myszkę… – na wypadek, gdyby ktoś podsłuchiwał naszą rozmowę.

Ze względów bezpieczeństwa wyrobiliśmy sobie nawyk dorzucania słowa brązowy lub brązowa na koniec zdania albo w ogóle po różnych wyrazach. Początkowo bawiło nas zamawianie brązowego pastisu, no a poza tym język już taki jest, że ewoluuje i używanie słowa brązowy nie było bardziej dziwaczne, niż używanie bez przerwy kurwa, jak to u nas mają w zwyczaju mawiać. A my przynajmniej mogliśmy być dobrze postrzegani i spokojni. Poruszyliśmy nawet temat wyścigów. Och, nic wielkiego, ale mimo wszystko, był to temat naszych pierwszych brązowych wyścigów. To nam pomogło złagodzić zmartwienie nowymi przepisami. Pewnego dnia, z Charliem, pamiętam to dobrze, zaproponowałem mu, żebyśmy poszli do mnie obejrzeć finał Pucharu Mistrzostw. Śmialiśmy się wtedy bez opamiętania. To było tak. Wylądował u niego nowy pies. Cudowny, brązowy od ogona po sam pysk, z brązowymi oczami.

˗          Widzisz? W końcu on jest bardziej uczuciowy niż tamten, jest na każde moje skinienie. I po co było dramatyzować z powodu czarnego labradora?

Zaledwie wypowiedział to zdanie, jego pies nagle rzucił się pod wersalkę skowycząc jakby coś w niego wstąpiło. Zdawał się drzeć „Zamknij mordę! Mimo, że brązowy, to nie słucham mojego pana, ani nikogo!”. Charlie nagle zrozumiał.

˗          Ty też?

˗          No cóż, zobaczysz.

W tym momencie mój nowy kot pojawił się, po to, żeby jak strzała wspiąć się po firankach i schować na szafie. Kocur o brązowej sieści i brązowym spojrzeniu. Ale się uśmialiśmy. Czy to jakiś zbieg okoliczności?

˗          Rozumiesz, ja mu mówiłem, zawsze miałem koty, a więc… Ten tutaj wcale nie jest taki ładny, nie?

˗          Cudowny! – odpowiedział.

Potem my włączyliśmy telwizor, podczas gdy nasze brązowe zwierzęta gapiły się na siebie z ukosa. I sam już nie wiem, kto wygrał, ale pamiętam, że spędziliśmy cholernie dobre popołudnie i że czuliśmy się bezpieczni. Tak, jakby wszystko po prostu zmierzało ku lepszemu i to, co się działo w mieście, dodawało poczucia pewności oraz sprawiało, że życie stawało się łatwiejsze. Brązowe bezpieczeństwo miało swoje dobre strony. Oczywiście myślałem też o małym chłopcu z naprzeciwka, na którego natknąłem się na chodniku. Płakał nad swoim białym pudlem, który leżał martwy u jego stóp. A tak nawiasem mówiąc, gdyby smarkacz dobrze słuchał tego, co się do niego mówi, bo przecież psy nie były zakazane, mógłby zaraz poszukać sobie jakiegoś innego brązowego i byłoby po sprawie. Nawet malutkiego, takie też były dostępne. I tak, jak my, mógłby czuć się w porządku i zapomniałby szybko o poprzednim psie.

A wczoraj… Niesłychane! Ja, który czułem się bezpieczny, o mały włos dałem się złapać w sidła zastawione przez Strażników Miasta, tych, którzy są ubrani na brązowo i nie są od rozdawania cukierków. Nie rozpoznali mnie, ponieważ są nowi w dzielnicy i nie znają jeszcze wszystkich.

Szedłem sobie do Charliego. W niedzielę grywamy u Charliego w karty. W ręce miałem zgrzewkę piwa i to wszystko. Mieliśmy rżnąć w karty i coś sobie przy tym schrupać. Tymczasem całkowite zaskoczenie: drzwi jego chaty wyrwane z futryn, dwóch Strażników Miasta zaczajonych na półpiętrze, jeden wysłany na przeszpiegi. Udałem, że idę wyżej, następnie zjechałem windą. Na dole ludzie rozmawiali półgłosem.

˗          Przecież jego pies był naprawdę brązowy, przecież widzieliśmy na własne oczy!

˗          Tak, ale z tego, co mówią, to on wcześniej miał czarnego, nie brązowego. Czarnego!

˗          Wcześniej?

˗          Tak, wcześniej. Teraz przestępstwem jest nawet to, że się miało takiego, który nie był brązowy. A to wcale nie jest trudne do udowodnienia, bo wystarczy popytać sąsiadów.

Przyspieszyłem kroku. Pot spływał mi po plecach. Jeżeli kiedyś posiadało się takiego, który nie był brązowy, było przestępstwem, no to stałem się celem Strażników Miasta. Wszyscy w moim bloku wiedzieli, że miałem czarno-białego kota. Wcześniej! Na to nie wpadłem! Rankiem Brązowe Radio potwierdziło tę informację. Charlie z pewnością stał się częścią pięćsetosobowej grupy osób, które zostały aresztowane. „Nie wystarczyło kupić brązowego psa lub kota, żeby zmienić sobie mentalność.” – wyjaśniali – „Posiadanie niewłaściwego psa lub kota, obojętnie, w którym momencie życia, by to nie było, jest przestępstwem”. Redaktor nawet dodał „To obelga wobec Państwa Narodowego”. Dobrze sobie zapamiętałem tę drugą część. Nawet jeśli osobiście nie było się właścicielem niewłaściwego psa lub kota, ale ktoś w rodzinie, tata, brat czy kuzyn przykładowo, miał takiego, nawet jeśli tylko raz w życiu, każdy członek rodziny wpadał w poważne kłopoty.

Nie wiem, dokąd zaprowadzili Charliego. Z tym, to już naprawdę przesadzili. To istne szaleństwo. A ja się czułem taki spokojny przez jakiś czas, z moim brązowym kotem. Oczywiście szukają właścicieli tych wcześniejszych zwierząt, nie skończyli z zatrzymywaniem posiadaczy niewłaściwych psów czy kotów. Nie spałem całą noc. Powinienem był nie ufać Brązowym od czasu, gdy narzucili swoje pierwsze prawa dotyczące zwierząt. Miałem przecież tego swojego kota, tak, jak Charlie swojego psa. Trzeba było powiedzieć: nie! Sprzeciwić się! Ale… jak? To tak szybko się dzieje, chodzimy do roboty, zmagamy się z codziennym życiem. Inni też pochylają głowy, żeby mieć trochę spokoju, nie? Ktoś puka do drzwi. Tak wcześnie rano? Dziwne. To nigdy się nie zdarza. Boję się. Dzień jeszcze nie wstał, na zewnątrz jest jeszcze brązowo…

˗          Przestańcie tak walić! Idę, idę…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *