Dziś był śmigus dyngus. Tak naprawdę nie był, ale może troszkę jednak. Idę sobie ulicą. Tak pięknie się zrobiło. W tym ciepłym wiosennym słońcu wszystko jakoś radośnie wyglądało i pachniało. Idę sobie ulicą i rozglądam się wokoło. A tu z każdego zakamarka życie się budzi i wygląda na świat. Nawet ludzie się uśmiechają. Z daleka widzę dwoje nastolatków. Rozbawili mnie, bo zauważyłam, że chłopak coś szepnął dziewczynie do ucha, ta potrząsnęła pięknymi, czarnymi długimi włosami i roześmiała się na głos. Coś mu odpowiedziała. On ją wtedy wyprzedził, odwrócił się do niej i coś żywo tłumaczył. Ona próbowała go wyminąć, ale on stawał na jej drodze. Tak się przekomarzali. Przecudny obrazek wiosenny. I zbliżając się do nich, tak sobie właśnie bujałam w obłokach. Śmigus-dyngus wisiał nad moją głową. Gdy byłam już na wysokości owej przeuroczej pary, chłopak z tyłu dotknął ramienia dziewczyny, udając, że to nie on. Doleciał mnie wyraźny głos dziewczyny, która odwróciła się do chłopaka wołając: „Co ty ku*wa robisz?!” Czar prysł. W duchu parsknęłam śmiechem. Zaśmiałam się z siebie, z własnej naiwności. Wylali mi kubeł zimnej wody, w to słoneczne, wiosenne popołudnie. Śmigus dyngus!