Nie z tej ziemi. Jak nieudolnie prowadzić biznes – lekcja 0

Nie z tej ziemi jestem. I nawet nie chcę być. Zamawiamy bilety lotnicze dla pewnej grupy osób. Płacimy kilkanaście tysięcy złotych. Czuję się klientem pełną gębą. Pewnie tylko po to, żeby w ten pełen kliencki pysk dostać. Jak to? Zdziwisz się pewnie. Ano dostać, tak normalnie, przez telefon. Mój szef jest człowiekiem starej daty i mimo, że wielokrotnie takie bilety kupował, nie chce żadnych niespodzianek przed wyjazdem, prosi mnie o wykonanie telefonu, żeby się upewnić, że wszystko dobrze jest przygotowane i o niczym nie zapomnieliśmy. Dzwonię. W końcu pan, nazwijmy go Kevin, odbiera. Krótko informuję po co dzwonię, podaję numer rezerwacji, referuję, co mamy zrobić i pytam, czy jest coś, o czym zapomnieliśmy. Pan Kevin jest wyraźnie poruszony. Nawet myślę, że zatrząsł się z oburzenia. Wycedził do słuchawki: „przecież tłumaczyłem to już raz”. I zamilkł. Ja pomilczałam też chwilę, bo nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Poza tym też potrafię grać ciszą. W duchu życzę panu Kevinowi, żeby rozmowa była nagrywana i prezentowana na szkoleniu z obsługi klienta, z wyjaśnieniem do ilu pytań klient ma prawo, od którego pytania wolno na klienta podnieść głos, a od którego rzucić słuchawką. W końcu przerywam milczenie: „To może pan odpowiedzieć na to pytanie czy nie może?” Pan Kevin znudzonym tonem powtarza odpowiedź sprzed tygodnia. Dziękuję i rozłączam się. Rozmawiamy o sytuacji. Mój szef mówi, że dawno mu tak ręce nie opadły. A ja się zastanawiam, czy pan Kevin prowadzi działalność charytatywną na rzecz owej firmy czy otrzymuje prowizję? Jedno jest pewne. My do jego prowizji już się nie przyczynimy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *