Idę sobie ulicą. Lubię patrzeć na budzące się miasto o poranku. Jest zawsze oświetlone jakimś tajemniczym światłem. Czasami słonecznym, które wydobywa ze zwykłych rzeczy niezwykłe kolory, które potem w miarę upływu dnia wtapiają się w otoczenie i nikt już ich nie widzi. Innym razem znów spowija je jakaś mroczność odbijająca się od skłębionych chmur z trudem dźwigających deszcz. I taką sobie ulicą idę do pracy. Nagle czuję na sobie czyjś wzrok. Nie wiesz skąd i dlaczego, ale czujesz tę uporczywość wbijającą się w plecy. Nerwowo rozglądam się wokół i w końcu dostrzegam go! Gapi się na mnie. Stoi i się gapi bezczelnie. Na wystawie stoi. Sweterek. Pierwszy raz w życiu rzecz z wystawy przykuła moją uwagę. Podobno prawdziwym kobietom zdarza się tak, że do nich buty gadają. No cóż… do mnie to buty nie gadają, do mnie co najwyżej, buty to śmierdzą… Niezmiernie mnie więc zadziwił ten gapiący się na mnie sweterek. Podeszłam bliżej, bo pomyślałam, że może chociaż on do mnie przemówi. Nie przemówił. Ale bardzo mi się spodobał. Pomyślałam, że może kupię go sobie. Jakiś głos zaczął mi szeptać, że zimne dni nadchodzą, więc taki zakup jest uzasadniony. Poszłam dalej rozmyślając w ten sposób. Następnego dnia rano, w drodze do pracy, przywitałam się ze sweterkiem. Wtedy jakiś drugi głos odezwał się, że w szafie mam pełno ubrań, na cholerę więc ten jeszcze jeden, ale akurat przejeżdżał przejeżdżał i tego drugiego głosu nie udało mi się usłyszeć dokładnie. Dziś rano żegnając się ze sweterkiem obiecałam mu, że gdy będę wracać z pracy, jeśli sklep będzie nadal otwarty, to go kupię. Wyglądał na zadowolonego. Ten drugi głos, tym razem nie zagłuszany tramwajem, nieco udobruchany, mówił, że to będzie nieźle kosztować, może nawet 70 zł. Wtedy wtrącił się ten pierwszy głos, że niby skąd on to wie, skąd tak dobrze zna ceny? Może akurat będzie za 40 zł? Kazałam im obojgu się uciszyć. W takim hałasie nie da się przecież myśleć. Po pracy wstąpiłam do sklepu. Wzięłam do ręki. Zdziwiło mnie to, że rękawy były z takiego przezroczystego tiulu, troszkę jakby koronkowe. Drugiemu głosowi się wyrwało: na zimę? Oszalałaś? Ale ten pierwszy wyklarował drugiemu, że przecież nikt nie chodzi zimą w samym sweterku po ulicy. Już chciałam wdać się w dyskusję, gdy przed oczami mignęła mi cena: 284 zł! W trójkę parsknęliśmy zgodnie śmiechem. Zostałam wyleczona w sekundę. Jutro nie będę się z nikim na wystawie witać. Pójdę sobie posłuchać, czy fontanna nadal szumi górskim potokiem. I nic mnie nie obchodzi, że on będzie wlepiać we mnie te swoje sweterkowe gały.