Gdzie można nauczyć się prowadzenia biznesu? Można w wielu szkołach, albo także można udać się do sklepu meblowego w pobliżu pewnego centrum handlowego w Zabrzu. Pominę nazwę, bo zaraz tam ktoś pobiegnie i jeszcze przypadkiem coś kupi, a do tego przyłożyć ręki nie chciałabym – taka moja mała, wredna zemstewka.
Wieczorem wyskoczyłam do owego sklepu, bo właśnie wpadłam na genialny pomysł, że zamówię sobie szafkę do kuchni. A u nich kiedyś zakupiłam cały komplet, potem jeszcze dokupowałam różne elementy w miarę rozwoju mojej radosnej twórczości związanej z meblowaniem kuchni. Pomysł wydawał się więc dobry.
Wpadamy z mamą godzinę przed zamknięciem. I nagle zaczyna się film, taki trochę psychodeliczny. Przytłacza nas ogromna przestrzeń i nieobecność. Mnóstwo nieobecności, bo nie uświadczysz tam ani jednego klienta. Na końcu sali siedzi smutna pani przy komputerze. Zanim jednak udaje nam się do niej dotrzeć, przedzieramy się przez liczne kuchnie, jadalnie, salony i opustoszałe sypialnie. Jak gdyby wszystkich wciągnął Trójkąt Bermudzki. Brakowało tylko pozostawionych talerzy z dymiącą zupą pomidorową i porozrzucanych w pośpiechu łyżek… Pani wygląda nie tylko na smutną, ale także na trochę wystraszoną, gdy się do niej zbliżamy. W jej wzroku wyczytuję naszą winę za zniknięcie wszystkich klientów. Przy biurku jest krzesło, więc siadam, bo i pani siedzi. Mówię, że chciałabym zamówić szafkę kuchenną. Dowiaduję się, że nie da się. Nie wiem, jak się nazywa ten projekt, więc się nie da. Tłumaczę, że taki, jak mają w ofercie na stronie internetowej, tylko chcę jasny kolor. Okazuje się, że kolor jest zły, bo nie wiem, czy to wierzba usychająca czy brzoza pnąca. Nie wystarczyła informacja, że chcę jasny i ten, który mają w katalogu mi odpowiada. Po prostu nie znam nazw kolorów. Następnie następuje cudowne rozmnożenie problemów, dowiaduję się, że teraz są inne wymiary, chodzi o to, że szafki są wyższe. Mówię, że nic nie szkodzi, że mnie głównie interesuje szerokość. Pani kategorycznie odmawia. Nie przyjmie zamówienia. Nawet się nie zdziwiłam tym, że ona wie lepiej, czego chcę i że tego nie ma. Nadal entuzjastycznie jej tłumaczę, że mi się nie spieszy i spokojnie, niech zamówi, bo ja mogę poczekać. Nie. Bo takich nie ma jak, ja chcę. Koniec, kropka. Wspaniała pani! Telepatka! Nie powiedziałam, o co mi dokładnie chodzi, ale dowiedziałam się, że tego nie ma. Jeszcze przez chwilę walczyłam, podsuwałam kolejne rozwiązania, aż nagle doznałam olśnienia. Uświadomiłam sobie, że proszę o to, żeby zechciała przyjąć moje pieniądze, które przyszłam tam wydać. Wtedy mój mózg posunął mi wizję zupełnie innej szafki, którą kupię tam, gdzie będą chcieli mi ją sprzedać. Podziękowałam, głównie sobie, bo to ja starałam się tam coś sobie sprzedać, i wyszłyśmy. Pod drzwiami usłyszałyśmy dziwny dźwięk. Jakby chrupanie czegoś, mlaskanie czy siorbanie. I chociaż zasada jest taka, że nie odwraca się w stronę Sodomy, to jednak, tak trochę, na chwilkę, spojrzałam jednym okiem. To Trójkąt Bermudzki pożerał tę panią i całą jej smutność.