– Chciałbym pochwalić Polaków! – powiedział Heinrich Himmler wznosząc szampana. – Jestem z Was dumny.
Ucieszyłam się. Wreszcie ktoś nas chwali, nie narzeka i nie sieje defetyzmu.
– Czy mógłby Pan przybliżyć naszym czytelnikom, czym zasłużyliśmy sobie na tę pochwałę? – poprosiłam, przysuwając się bliżej do stolika. Też zrobiłam łyk szampana.
– Ślepi jesteście? Na prawdę tego nie dostrzegacie? Toż to istny sukces! Nasza misja zakończyła się powodzeniem. – znów zrobił łyk. Ja też. Nie bywam w takim towarzystwie zbyt często, więc nie wiedziałam, jak należy się zachować. Pić czy nie pić?
– Pić! Oczywiście, że pić! – odpowiedział pan Heinrich. Chyba czytał w moich myślach. Co nie jest dziwne w jego sytuacji. Przysunęłam fotel jeszcze bliżej.
– Bardzo dobrze, bardzo dobrze postępujecie! – (właściwie mówił „Gut, gut, zehr gut”).
– Czy mógłby pan skonkretyzować? – poprosiłam. Bo myślę sobie, że może to nie o nas i piję tego szampana niesłusznie. Tak uzurpatorsko.
– Oczywiście! Uznaliśmy, rzecz jasna, za naszego życia na ziemi, że jesteście narodem niewolników i nadajecie się tylko do służenia wyżej rozwiniętej rasie. Ale wy nie poddaliście się i nie udawało nam się realizować naszych pomysłów. Wasz sprzeciw był tak wiarygodny, że przeszedłem w zaświaty z przeświadczeniem, że ponieśliśmy klęskę. – znów przerwał na łyk szampana. Dolał mi do pełna i zachęcił, żebym piła. Po czym podjął wątek.
– Po latach widzę, że to sukces sam! Robicie wszystko to, co trzeba!
Ucieszyłam się znów i zapiłam kolejnym kieliszkiem szampana.
– Zakazaliśmy działalności politycznej, kulturalnej, społecznej, oświatowej i sportowej. Nic nie wskóraliśmy. Źle was oceniliśmy. Z wami nie można postępować stawiając sprawy na ostrzu noża. Bo zaraz powstanie, walka podziemna, bohaterstwo.
Milczę dumna z nas.
– Z wami trzeba inaczej. Jak? Tak, jak to uczynił kapitalizm, dobrobyt. – Odłożyłam szampana. Stłumiłam czkawkę. Wydusiłam, że nie rozumiem. On kontynuował. Chyba nie do mnie, bo gadał do dna kieliszka, jakby tam siedział jego rozmówca. – Jakie to było proste! Wystarczyło uczynić z was konsumentów!
Wtedy we mnie się zagotowało. Zerwałam się. Pomyślałam, że dam mu naród niewolników, konsumentów! I że nie chcę żadnego jego szampana i że mu go zaraz zwrócę!
Troszkę jednak się potknęłam i wywróciłam. Prostując się wygładzałam spódnicę.
– A co, może nie oglądacie chłamu w telewizji i Internecie? Chodzicie do filharmonii, muzeów? A może wasze dzieci uczą się, ćwiczą i poprawiają tężyznę fizyczną na lekcjach wychowania fizycznego?
Pracuję w szkole. Wiem. Zwolnienia z wf-u, usprawiedliwienia, brak zadań, żadnych zainteresowań, nieobecności, spóźnienia.
– Zakazaliśmy uczenia w szkołach – tylko proste rachunki, nauka czytania i pisania. Żadnej historii, literatury, geografii, żadnego szacunku do tradycji, żeby nie kształtowało się poczucie tożsamości narodowej! Zlikwidowaliśmy teatry, sale koncertowe. I co? Nic! A dziś? Wszystko jest. Tylko nie chodzicie tam! – zaśmiał się. – Macie zapewniony dostęp do edukacji, a nie uczycie się. Ale byłaby klęska, gdyby wam zabroniono się kształcić. Wy lubicie wszystko robić na opak. Żeby was załatwić, trzeba tylko umożliwić, a nawet nakazać. Natychmiast się sprzeciwiacie. Wychować nieuków? Proste. Dać dostęp i uczynić edukację obowiązkową. Piękne czasy! Teraz robicie to wszystko, co zaplanowaliśmy. Kto dziś czyta Kordiana? Kto dziś w ogóle czyta? A my wydawaliśmy tylko czasopisma sensacyjno-kryminalne i pornograficzne. Znasz „Fakt”? – krztusił się ze śmiechu. – Jesteście na prawdę świetni! Dostajecie papkę „Mam talent”, „Sukces to ja” i łykacie!
– Nie ma takiego programu „Sukces to ja” – obruszyłam się.
– Nie ma. Nie ma. – ryczał ze śmiechu i wierzchem dłoni ocierał łzy.- Ale będzie!
I zaczął się rozwiewać. Jego śmiech jeszcze chwilę trwał, ale powoli zanikał…