Przedzieram się przez centrum. Samochodem. Korki, światła, dziury, objazd (mi na złość oczywiście zrobiony i nie mogę pojąć, jak im się udało zaplanować z dużym wyprzedzeniem remont wiaduktu i tylko po to, żebym nie zauważyła gigantycznej tablicy informacyjnej i musiała potem zawracać na małym skrawku drogi, która ma dokładnie taką szerokość, jak mój samochód długość). Zaparowane szyby, bo właśnie jesień jest i uprzejma była ona niebo zaciągnąć pochmurną szarością i parującą wilgocią na szyby mojego samochodu. I w tym wszystkim samochód, a w samochodzie ja. A jak ci kierowcy jeżdżą! Wyprzedzają, hamują nagle, parkują tam, gdzie ja właśnie mam zamiar, nie włączają kierunkowskazów, zajeżdżają drogę, trąbią i w ogóle wszystko źle robią. Kiedyś przyszło mi do głowy, że jeśli jakiś facet pojawi się w moim życiu i będę miała wątpliwości, czy nie jest jakimś oszustemodgrywaczemksięciuniarolinabiałymrumaku, to sobie zobaczę, jak prowadzi samochód. Myślę, że to wiele mówi o człowieku, bo bywa, że człowiek za kierownicą mówi wiele… I to jak!
Przedzieram się więc przez tę dżunglę i nagle jeden taki wyjeżdża na lewy pas. Pasa nie ma, bo to są tory tramwajowe, ale w sumie wszyscy je użytkują, jakby był, bo łatwiej w św. Urbana, w lewo, skręcić. Ale ten nie. Mija św. Urbana i prawie na skrzyżowaniu, w ostatniej chwili wpycha się na pas prawy (dwa samochody przede mną). Oczywiście mnie to rozjuszyło, bo nic tak nie rozjusza, jak to, że wszyscy grzecznie stoją, z szacunku do siebie, bo nikt stać bezsensownie nie lubi przecież, a ktoś nadużywa tej grzeczności i bezczelnie udaje, że chce skręcić w lewo, a w rzeczywistości swoją prawoskrętnością gra miłym ludziom na nosie. Rozjuszenie moje uwidacznia się tym, że mimo, że sama jestem w samochodzie, to zaczynam głośno mówić, dość emocjonalnie, a bywa (oj bywa), że dosadnie. Ty taki tam nieuprzejmy kierowco niedobry! Jak ja bym Ci…! I tu właśnie przerwałam. Spojrzałam na siebie z boku. Parsknęłam śmiechem, bo nie mogłam się powstrzymać, widząc się w tej sytuacji. Przypomniałam sobie coś, o czym mówił kiedyś David R. Hawkins: życzliwość i uprzejmość, której wyraz można dać poprzez przepuszczanie ludzi w korkach. Dzielisz się tą zwykłą uprzejmością i życzliwością, bo masz jej dużo. I lepiej zamienić krótkotrwałą satysfakcję z udowadniania czyjegoś błędu, piętnowania prostackiego zachowania na długotrwałą przyjemność, totalnie bezinteresowną i bezzwrotną. Piękna myśl. Co będzie jutro w miejskiej dżungli? Rozglądam się wokół. Nie bardzo widać jeszcze, ale już tam jest, powoli się zaczyna. Kiełkuje…