Wczoraj bardzo się zadziwiłam. Jedziemy z Carolina Mk do Piekar Śląskich. Na Festiwal Pielgrzymkowy. Pewnie już myślisz, że mi odbiło 😀 Jedziemy tam, bo dobrze wiem, że zebrała się tam grupa niepospolitych ludzi, żeby podzielić się swoimi przeżyciami z wędrówki szlakami św. Jakuba. Miała tam być Anna Ewa Fijałkowska, a zetknęłam się z Anią kilka razy na szlaku Via Regia – szlaku, który przebiega nam tuż pod nosem. Kilka słów, pozytywnych spojrzeń. Jednakże najbardziej zżyłam się z Anią, chociaż ona o tym nawet nie wie, rok temu. Wybrała ze Świętochłowic, pieszo, do Rzymu. Sama. Codziennie wrzucała na fejsbuk zdjęcia i relację z dnia. Było to tak porywające, że nie mogłam się doczekać kolejnego dnia i z wypiekami na twarzy czytałam jej opowieści. Tak szłam sobie z Anią do Rzymu. Dlatego popędziłam do tych Piekar, żeby na żywo usłyszeć jej relację. Przeszło moje oczekiwania, rozpoznawałam zdjęcia, które rok temu śledziłam na FB i miałam wrażenie, jakbym w tych wszystkich miejscach była, tych wszystkich ludzi spotkała. Cudowna sobota! A jaka kondensacja! W kilkanaście minut doszłam do Rzymu! Siedzę sobie spokojnie delektując się obrazami i myślami, które na mnie spłynęły. Nie zdążyłam ułożyć sobie w głowie, a wyszło dwoje młodych ludzi. Małżeństwo. Uprzejmie na nich patrzę, udaję, że słucham i nagle przestaję udawać. Osłupiałam. Co oni robią??? Pakują dzieci, dziadków, przyjaciele podobnie i w weekendy przemierzają sobie około 20-kilometrowe odcinki od Medyki do Zgorzelca. Ponad 900 km! Zaniemówiłam oczarowana prostotą tego pomysłu, ale jednocześnie jego oryginalnością. Nie zdążyłam ochłonąć z zachwytu, gdy pojawiła się kolejna osoba. Uduchowiony informatyk, jak określiła prowadząca spotkanie Magdalena Goik – – niezwykle fascynująca osoba, Caminowiczka i najukochańsza wariatka w samym pozytywnym sensie tego określenia, od której dowiedziałam się o tym festiwalu. Chłopak wyglądał całkiem zwyczajnie. Zaczął wędrówkę w Krakowie i doszedł do Santiago de Compostela. Jego towarzyszem, oprócz licznego grona przyjaciół wspierających go mentalnie, była historia współczesna. Droga podsunęła mu niezwykle głębokie refleksje. Bardzo poruszające i bardzo zbieżne z moimi przemyśleniami. Potem wyruszyliśmy z Kokotka do Santiago, z radosną grupą rowerzystów. Co za fantastyczny sposób na wakacje! Aż zatęskniłam do dawnych lat, pewnie z przyjaciółmi też byśmy się tak wybrali. Mega pozytywne przesłanie. I jeszcze jeden chłopak na koniec. Zupełnie przestałam czuć upływ czasu. Janek Mela. Nie słyszałam o nim wcześniej. To znaczy słyszałam, ale nie skojarzyłam w pierwszej chwili. Najpierw moją uwagę przykuły zdjęcia. Zatopiłam się w nich bez opamiętania! Dopiero po chwili dotarło do mnie to, o czym mówił. Zwyczajnie, naturalnie, nie jak na scenie, ale jakby siedział przy jednym stole z kubkiem herbaty w ręce. Przez pół opowieści łzy mi płynęły strumieniami. Opamiętałam się jednak, bo w miejscu publicznym byłam. Sama nie wiem, kiedy minęło kilka godzin! Kilka godzin życia, tych, które zalicza się do bardzo dobrze przeżytych. Słyszysz słowo „Pielgrzymka” i co widzisz? Pomyśl chwilę. Korowód ludzi z tubami, śpiewających pieśni religijne? Odmawiających modlitwy, być może dawno już przez Ciebie zapomniane? Nie czujesz tematu, nie? To zobacz coś jeszcze. Częściej idzie się samotnie. Niekoniecznie w opuszczeniu, ale i tak bywa. Ty też idziesz. Nie wiem, czy do Santiago. Idziesz i niesiesz coś z sobą. I wszystkich nas łączy DROGA.