Przepis na małe nic

Mam taki przepis. Wstaję o 3 nad ranem. Najpierw nie mogę zasnąć, rozumiem, że trzeba, ale to rozumienie nie działa. Natomiast, gdy tylko budzik zadzwoni, zaczynam zadawać sobie pytanie, kto wymyślił ten wyjazd. Jestem okropnie niewyspana. Gdyby nie to, że się umówiłam, pewnie wróciłabym do ciepłego łóżeczka. Kawka w środku nocy tak, śniadanie nie. Wyruszam strasznie zmięta. Zgarniam po drodze Elkę, Kingę w Katowicach na Tauzenie, Ewkę w Myślenicach na Orlenie. Agnieszka jedzie filxbusem z Krakowa. Mamy się spotkać w Kowańcu. Blask dnia prostuje nieco to nasze poranne zmięcie. Któraś zastanawia się, gdzie Ewka mieszka w tych Myślenicach. Odpowiedź jest prosta: na Orlenie. Agnieszka przesyła zdjęcie z informacją, że spod Nowego Targu widać Tatry. Faktycznie, jakaś przejrzystość powietrza wita nas nad górami. Jest to dla nas zaskakujące, bo prognozy były niepomyślne i dlatego tak spontanicznie ta ekipa się uformowała, my z Agnieszką odpuściłyśmy wyjście na Świnicę, dziewczyny – Śnieżkę. Gdy wysiadamy z samochodu, spadają na nas pierwsze ogromne płaty śniegu. Wyruszamy. Idziemy w czarno-białej fotografii. Mijamy zabudowania. Lubię takie poranne miejscowości, w których witają nas swoim szczekaniem pieski zza płotów. Dostrzegam trzy, dwa szczekają będąc za ogrodzeniem, a ich kompan, żółty kundelek, parzy na mnie z pobocza. Nie szczeka, tylko mnie bada wzrokiem. Gdy jestem dość blisko, pospiesznie przeciska się pod bramą i jak już się znajduje na posesji, dołącza do szczekających kumpli. Bawi mnie ten obraz i zabieram go z sobą.

Las. Błotko. Rześko. Polana. Agnieszka opowiada, że w tym miejscu jest piękny kadr. Póki co, malujemy go sobie swoją wyobraźnią, a Kinga kijem na śniegu. Śnieg otacza nas ze wszystkich stron. Wyprawa na Turbacz przekształca się w wycieczkę w inna porę roku. Robimy przerwę przy szałasie. Kanapki, batoniki, herbatka z termosu. Wszystko w leśnej, zimowej atmosferze. Nieco wyżej ścieżka przeobraża się w śnieżny wąwóz. Tańczące płatki towarzyszą nam nieustannie. Idziemy w białej nicości, Ela pyta „Widzisz szlak?”. Ewka odpowiada „Nie, a co?”. Wszystkie wybuchamy śmiechem. W świecie trwania szlak jest absurdem.

I tak cały dzień. Takie po prostu małe nic. Wciągasz to do płuc, do oczu, do myśli i możesz wracać. Taki przepis.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *