Mężczyźni w pociągu

Mężczyźni. Tym razem będzie o mężczyznach, których spotykam w pociągu. Coś z tymi gośćmi jest nie tak. Albo ze mną. Zaczyna się od momentu wjazdu pociągu na peron. Ludzie podnoszą się i podchodzą. Pociąg zatrzymuje się. Ludzie gromadzą się przy drzwiach. Do tego momentu nic nadzwyczajnego. Zaczyna się chwilę potem: często gość staje na wprost drzwi zanim się otworzą. Zdziwiony potem jest tym, że ktoś z pociągu wysiada i należałoby mu zrobić przestrzeń do wyjścia. Natomiast, gdy ty stoisz w pewnej odległości, nie, nie myśl, że w odległości 10 metrów – Twój zamiar wsiadania jest wyraźnie jednoznaczny, facet wpycha się przed Ciebie. Zadaję sobie pytanie, co on wtedy myśli. Że przyszłam sobie postać na peronie, tuż przy drzwiach zatrzymującego się pociągu? Uprzejmie, pana jednego z drugim, przepuszczam. Dokąd tym panom tak się spieszy? Zazwyczaj miejsc siedzących jest więcej niż podróżujących. Otóż ci panowie są wojownikami, oni właśnie polują. Rzucają się na pierwsze wolne miejsca siedzące. Na nic lata ewolucji… W minionym tygodniu zaszła jednak pewna zmiana: pociąg przyjechał przepełniony. Przepuściłam gentelmenów i weszłam. Udało im się dopaść ostatnich wolnych siedzeń. Kobiety stały, faceci siedzieli. Młodzi, przystojni, pewnie bywalcy siłowni, inteligentni. Te cechy, to oczywiście moje wymysły. Nie przesadzajmy jednak, bo wnioskowałam wyłącznie po powierzchownym wrażeniu. Wszystkich łączyła jedna cecha: ogromne zamiłowanie do komórek, bo byli w nich zatopieni po uszy. Konduktor, któremu przysługują miejsca służbowe, pozbierał swoje rzeczy i powiedział dość głośno: „Proszę sobie usiąść”. Na to błyskawicznie zareagował stojący obok mnie chłopak i ochoczo zabrał się za siadanie. Konduktor grzecznie mu zwrócił uwagę, że mówił do kobiet. Dwie panie usiadły. Na jednej ze stacji wsiadła starsza pani– wszyscy słyszeli, że ma ponad siedemdziesiąt lat i jest z opiekunem, bo kupowała bilet. Żaden mężczyzna nie ruszył się, nie zaproponował, żeby usiadła. Stałam i przyglądałam się im. Nieostentacyjnie, bo nie zamierzałam rzucać kamieniami, ani wymownymi spojrzeniami. Zwyczajnie się zastanawiałam nad tym, co oni sobie myślą. I wiem: NIC! W ciągu tych marnych piętnastu minut dojazdu, odkryłam coś, podróże wszak kształcą. Będę singielką po wsze czasy. Jakoś nie czuję tego pociągu…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *