Odwiedziny słabego dnia

Pukanie do drzwi. Biegnę otworzyć. Na całej długości mojego przedpokoju, jak zawsze, narasta pewna ekscytacja i ciekawość związane z tym, że nie wiem, kto to może być.
– Nie otwieraj! – wrzasnął z całych sił Aniele z szafy. Trochę go nie usłyszałam, bo ostatnio się wymądrzał, więc go zamknęłam, żeby właśnie nie słyszeć.
Za późno. Aczkolwiek miał rację. Drzwi otworzyłam. Odwiedził mnie słaby dzień.
– Uspokój się! – wrzasnęłam do Aniele, bo próbował znalezionym na półce długopisem podważyć drzwiczki.
Sobie i słabemu dniowi zrobiłam kawę. Usiedliśmy przy stole. Po blacie zaczęła sunąć kawalkada jakichś postaci. Co pewien czas z tumultu wyłaniała się twarz łudząco podobna do jakiegoś mojego przyjaciela, po czym rysy zacierały się i przekształcały w zupełnie nieznaną mi osobę. Ze słabym dniem popijaliśmy kawę i wzrokiem popychaliśmy tę paradę. Postaci przebierały się za coraz to inne osoby.
Za oknem przewalały się chmury i siąpił deszcz iście listopadowy, nie zważając na marzec.
Z pokoju dobiegł mnie trzask drzwiczek od szafy. Aniele! Ledwie zdałam sobie z tego sprawę, Aniele wpadł do kuchni i wysypał moje zdjęcia wprost z komputera na stół. Zawirowały cudne wspomnienia i magiczną mgiełką piękne chwile zaczęły opadać na blat. Towarzystwo rozpierzchło się. Próbowało wgramolić się na mieniące się obrazy, podawali sobie ręce, podciągali wzajemnie. Te ich poczynania były hipnotyzująco przykuwające. Ocknęłam się dopiero na dźwięk zatrzaskujących się drzwi za słabym dniem, którego Aniele pożegnał kopniakiem w smętny tyłek.
Kawę dokończyliśmy racząc się pysznym ciastkiem i niebotycznymi widoczkami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *