Zapadania

Włóczę się po Spijkenisse. Zachwyca mnie nie tylko architektura, ale przede wszystkim ludzie. Na moście widzę psa, w pysku niesie szmacianą torbę. Szybko robię mu zdjęcie, bo uroczy. Nagle spostrzegam, że przechodnie zatrzymali się. Tylko po to, żeby mi nie wejść w kadr. Gdy skończyłam, uraczyli mnie przyjaznym uśmiechem i poszli w swoją stronę. Właściciel psa, rozbawiony tym robieniem zdjęć, gestem pokazał, że należy się kasa dla modela, po czym życzliwie pomachał na pożegnanie. Przy fotografowaniu rowerów sytuacja powtarza się, ludzie z uśmiechem czekają, aż sobie porobię foty do woli. Nagle jeden koleś pokazuje mi owada i wyjaśnia, że to wielka rzadkość u nich, że prawie  nigdy tu takich nie widuje się. Oczywiście robię zdjęcie. I w ten właśnie sposób różne miejsca zapadają we mnie. I zostają. Potem rozkwitają w różnych momentach oddychania, patrzenia, słuchania, czytania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *