Czasami nic nie może się równać ze wskoczeniem do ciepłego łóżeczka i z pozostawaniem w nim tak długo, jak się zechce. Z książką. Gwiżdżę na znikające wszechświaty w czeluściach czarnych dziur, jeśli tylko mam czytanie. Czytanie zawsze mi otwiera oczy. Jest to najbardziej stabilny element życia. Nie zawodzi i nie rozczarowuje nigdy. Właśnie trwają święta, a ja znikam. Zanurzam się w moim świecie i natychmiast wyruszam w „Odrzanię” Zbigniewa Rokity. Mniej więcej rok temu przeczytałam „Kajś”, zaraz potem „Politykę antyniemiecką…”, a teraz nastąpiła „Odrzania”. Nie mam pojęcia, dlaczego, ale właśnie te trzy książki stanowią dla mnie pewną całość. Obrazu dopełniają ukryte historie Starego Cmentarza w Zabrzu. A! I jeszcze „Cholonek” gdzieś tam pojawia się na uliczkach moich myśli. I jest to bardziej całość w moim odczuciu, niż ekspercka analiza całej tematyki. Są święta, nie wnikam w bardziej pogłębioną analizę. Pozwalam, żeby się snuło. I snuje się.
Za najbardziej trafne w „Odrzanii” (poza genialnym tytułem), uważam porównanie włączenia Ziem Odzyskanych, które w gruncie rzeczy tak bardzo, jak próbowano nas indoktrynować, odzyskane jednak nie były, do przeszczepu. Przeszczep został wszyty. I chyba się przyjął. Dlaczego chyba? Może dlatego, że nikt nie był w stanie przewidzieć przebiegu i skutków. Do mojej wyobraźni przemówiło także określenie go, jako największego eksperymentu demograficznego w Europie. Mniejsza o ranking. Rzecz się toczy o rozmach. Może też trochę o budowę nowych zabytków. I o to jak Rokita wplata nazwy miejscowości i język, oddające istotę przeszczepu i meblowania Europy: „Słubfurt”, „Guten-dobry” oraz „Jein”. Przejmujące dla mnie było odkrycie „Kalte Heimat”, co skojarzyło mi się z zimną matką. I jak tu przejść do czarno-białych postrzegań naszej rzeczywistości? Przecież nie mamy nawet takich oczu mających czym patrzeć…
Była też wycieczka po wysypisku, na którym można znaleźć nagrobki. I było o budowaniu na cmentarzach. Bez ekshumacji. To też nie jest nam obce. Może nawet znane z naszego mikulczyckiego podwórka. Podobno cmentarz przeniesiono. Aczkolwiek chyba niezbyt starannie. Nie mogę się otrząsnąć z myśli, że coś da się zbudować na cmentarzu. Może da się coś ustawić, ale zbudować z pewnością nie.
Z byłego, drugiego w historii, ratusza w Mikulach odpada tynk. Odsłania się napis „Rathaus”.
To się akurat właśnie teraz dzieje.
Teraz
Otwieranie oczu