Pani Projekcja

Znajoma poprosiła mnie, żebym wyprowadziła jej psa, bo nie mogła sama. Wyprowadziłam. Poszliśmy do parku. Nie mam psa, więc z przyjemnością przyglądałam się jego fascynacji światem. Pies nie chodzi, jakby się nudził, każdy jego ruch wyglądał, jakby wszystko od dawna było zaprojektowane i celowe. Patrzyłam więc, jak z lubością zanurzał swój brązowy nochal w kupce zasuszonych liści i zapamiętale czegoś tam szukał.

Na ławce siedziała jakaś pani.

Pies buszował w liściach i zabawnie prychał, gdy tylko podnosił łeb znad trawy.

Za moimi plecami ktoś chrząknął. Tak jakoś trochę teatralnie. Odwróciłam się gwałtownie. Pani z ławki. Nie zauważyłam, jak się przemieściła. Dziś nikt nie chrząka, gdy chce na siebie zwrócić uwagę. Zrobiła to jakoś ceremonialnie.

– Dzień dobry, przepraszam, że tak panią zaskoczyłam.

– Dzień dobry. – odpowiedziałam rozbawiona. – Faktycznie, nie zauważyłam, jak tu pani podeszła.

– Nie podeszłam. Przemieściłam się. – odpowiedziała.

– Aha… – próbowałam coś mądrego powiedzieć. Nie musiałam się wysilać, bo kobieta przerwała mi.

– Chciałam panią prosić, żeby zrobiła pani ze mną wywiad.

– Wywiad? Ja? – zaśmiałam się. – Nie jestem żadnym dziennikarzem.

– Nic nie szkodzi. Niech się tym pani nie przejmuje. W tym świecie byle kto może wywiady robić i publikować.

– Ale… – próbowałam rozwijać poprzednią mądrą myśl. Znów mi przerwała.

– Niech pani tyle nie myśli, niech pani robi ten wywiad i już. – robiła się nieco natarczywa.

– Ale co ja mam dokładnie zrobić? Przecież ja nigdy z nikim nie przeprowadzałam wywiadu… – nie zdążyłam dopowiedzieć, bo podeszła blisko i szybko powiedziała:

– Niech mnie pani wysłucha, spisze to i opublikuje.

– Ale gdzie opublikuje??? – wykrzyknęłam, bo z tym wysłuchaniem i spisaniem, to może bym dała radę. Zaczęłam się denerwować.

– A gdziekolwiek. Nieważne. Musi być spisane i opublikowane, żeby nadać sens. Każdy ma swój.

Zaciągnęła mnie na ławkę.

– Musimy się spieszyć, bo zaraz znów się przemieszczam.

Zaczęłam z nią ten wywiad. Nie można było nie zacząć.

– Dzień dobry, naszym dzisiejszym gościem jest… Nie muszę państwu przedstawiać…

Nie musiałam. Kontynuowałam zatem.

– Czym się pani zajmuje? Nad jakimi projektami obecnie pani pracuje?

– Teraz zanurzam się w moim smutku i samotności. Ale to nie jest tak, jak pani myśli. Nie czuję się opuszczona. Nie chcę teraz innych ludzi po prostu. Jestem w moim świecie. Wyściełanym miękką otuliną, oddzielającą mnie od reszty. To jest tak, jak w statku kosmicznym przemierzającym przestrzeń wszechświatową. Takie jest nasze życie. Jest pędzącym cudem w nicości, który w ułamku sekundy zostaje unicestwiony. Tylko oczywiście nie wiadomo, w którym ułamku. Ale to bez znaczenia. Bo się potem znika. Energia trwa. Wie pani co jest fascynujące? Właśnie ten cud ułamkowy. Mimo, że prawie nie istnieje, ale znacznie przekracza nicość. Mimo swojego bezznaczenia w nieskończoności wszechświata. Wszechświatów. Czy tego, co tam jest. Albo wydaje się, że jest. Bo może nie ma niczego. Tylko sama Projekcja.

I Pani Projekcja się przemieściła.

Wysłuchałam.

Spisałam.

Opublikowałam.

Opublikowano w Moje

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *