Bazie, rozkwitające gałązki, takie budzące się do życia na wiosnę, przesłaniają nieco widok. Przenosimy wazon na bok, żeby widzieć rodzinkę siedzącą przy stole. Miło patrzeć na dzieci i myśleć sobie, jak ten czas leci. Sałatki, wędliny, ser, jajka faszerowane, chrzan. Świąteczne smakołyki. Mało znam osób, które by nie wspomniały o tym, że przejadły się w czasie świąt. Jeszcze kawa i ciasto na deser. Wino, wódeczka, śmiech i pogaduchy. Czujemy się zadowoleni, szczęśliwi. Ciekawe, że w takich sytuacjach często rozmowa kieruje się na to, że w tym kraju nic się nie da zrobić, że młodzi nie mają perspektyw, że muszą wyjeżdżać do Anglii do pracy, że politycy to złodzieje itp. Myślę, że wielu ludziom przychodzi do głowy, że mogliby podzielić się tym, co mają. Ale jak podsunąć półmisek z boczkiem, szyneczką i swojską kiełbaską Ukraińcowi, nad którego głową wielcy tego świata rozdzielają swoje części tortu? Jak podać szklankę… Szklankę? Wiadro! Wannę wody Somalijczykowi?! Ubrań też masz za dużo. Ktoś na końcu świata mógłby z nich korzystać, a twoja szafa, nawet by tego nie odczuła. Może ktoś sobie myśli, że przecież wystarczyłoby ten nadmiar przesunąć tam, gdzie jest niedobór. Proste, logiczne i nawet sprawiedliwe. Spróbuj się dowiedzieć, ile kosztuje wysłanie paczki do Syrii. Dowiesz się, że koszt przesyłki przekracza wartość, tego, co byś mógł tam włożyć. Przestaje to mieć sens ekonomiczny. Nie wspomnę o tym, że i tak nie znajdziesz adresu konkretnego człowieka. Granice nie do przebycia? Przecież one nie mają żadnego kształtu fizycznego. Widziałeś kiedyś granicę? Jaką ma formę? Płot? Mur? Namalowane kreski i kropki na ziemi? Nawet gdyby. Nie potrafisz przeskoczyć przez płot i mur? No to przypomnij sobie siebie, jak miałeś jakieś 7 lat. Nie było przeszkód, nie? Wiem, że nie pójdziesz z tym wyciągniętym przed siebie półmiskiem, nie dlatego, że nie chcesz, ale nie możesz, bo granice masz w mózgu. Zmanipulowano nas w ten sposób, że sztuczne bariery są bardziej realne, niż te prawdziwe. I jeszcze wywołano w nas takie wewnętrzne ssanie. Chcieć więcej. Musi być telewizor plazmowy, samochód siedmioletni to samochód stary, tandetnie wykonane rzeczy wymieniać na inne, tanie i równie nietrwałe. Do tego ekologiczny tryb życia, zdrowa żywność i kult młodego ciała wspierany markowymi ubraniami i kosmetykami. Nic się nie da zrobić. Jesteśmy mieleni machiną systemu. Nawet jak wypadnie jedna śrubka, to nie jest sabotaż, nic nawet nie zazgrzyta. A jednak coś jest. Coś możemy małego uczynić. Warunek? Musi nas być dużo! Wśród ludzi, których znam (ilu znam ludzi: trzystu? czterystu?) chyba tylko jedna osoba nie byłaby w stanie włączyć się. Co zrobić? Nie kupować za dużo i część pieniędzy (wystarczy 10, 20, 30 zł miesięcznie) wpłacać na Polską Akcję Humanitarną. Oni wiedzą, jak przedzierać się przez te nieistniejące granice. Łatwiej Polakowi zerwać się i pomóc od wielkiego dzwonu. Trudniej bez okazji, tak zwyczajnie systematycznie. Od małego dzwoneczka. Niespektakularnie.
NAMAWIAM! WPŁAĆ TYLE, ILE MOŻESZ. I RÓBMY TO WSZYSCY SYSTEMATYCZNIE: