Pani Żniwiarka

Szarość poranka sączy się przez filtr kawy, powoli. Czytam. Szarość nie ustępuje, rozciąga się na południe i popołudnie. Sięga prawie północy. Nie tak powinien wyglądać styczeń. Podnoszę oczy ku niebu mojego dzieciństwa. Błękit nieba kontrastuje z połyskliwą bielą śniegu.

Idę na zakupy. Snuję się między półkami. Nie kupuję tej szarości. Właściwie nic nie kupuję.

– Nie tak powinien wyglądać styczeń. – mówi półgłosem kobieta grzebiąca w mrożonkach.

Zatrzymuję się.

– A jak powinien? – pytam.

– Słucham? – kobieta patrzy na mnie zdziwiona.

Odchodzę zmieszana. Byłam pewna, że powiedziała to do mnie.

Nagle słyszę za plecami dźwięk rozsypujących się koralików, jakby zerwany sznur pereł. Odwracam się i widzę, że kobiecie rozerwał się mrożony groszek i rozsypał po podłodze. Wracam i pomagam zbierać zielone kulki.

– Jeszcze tylko maku brakuje i byłoby wyjście na bal. – śmieje się do mnie. – Dziękuję za pomoc.

Stoję za nią w kolejce do kasy. Nagle odwraca się i mówi:

– Poświęcanie się dla rodziny. Potem nie masz znajomych, bo większość umarła. Oczywiście są jeszcze panie z kółka różańcowego. Albo z domu starców. Nie ma za bardzo w kim wybierać. Wiesz? Kryterium wieku nie jest wystarczające. – na chwilę milknie. Ekspedientka podsuwa jej taboret.

– Ten świat pędzi, a ty nie wiesz, czym się interesujesz, bo nigdy nic dla siebie. – mówi powoli gramoląc się na taboret. – Nie czytasz, bo nie lubisz. Nie oglądasz filmów, bo się nie znasz na kinie. Nie słuchasz muzyki, bo hałaśliwa. Nie masz ulubionych obrazów, miejsc. Marzeń. Snów też nie masz. Szalonych pomysłów. Bo wszystko w tym wieku nie przystoi. Robisz to, co przez całe życie. Kościół. Gotowanie dla batalionu wojska, choć nikt z tobą nie mieszka. Sprzątanie. Chodzenie na zakupy. Polowanie na promocje. Poranna prasa codzienna – gazetki z Lidla i Biedronki. Praca w ogródku. I koniecznie nieodpoczywanie. Bo jak to tak, położyć się w środku dnia? Do tego udzielanie niechcianych rad. Rad ze świata, który już nie istnieje, do świata, który już odjechał. Wie pani, gdzie ja jestem? – nagle zwraca się do mnie. – Jestem w tym jakimś pomiędzy. W miejscu wystrychnięcia na dudka, gdzie nigdy się nie ma swojego chcenia. Nawet swojej samotności nie dajesz sobie prawa nazwać, bo dzieci i podrzucane wnuki. Zajęcie. Tak, musisz mieć zajęcie. Bo tak trzeba. Cudzym życiem wypełniasz świat. Równie dobrze mogłabyś starymi gazetami…

Coś w niej pęka. I z jej wnętrza wysypuje się zielony groszek. Turla się pod półki z mięsem. Głównie z wieprzowiną.

– Jestem pani Żniwiarka. – mówi schodząc z taboretu.

Nadchodzi jej kolej. Zaglądam do jej koszyka. Kasjerka zaczyna kasować.

Kolorowe kapelusze.

Falujące falbanki.

Wzorzyste apaszki.

Zielone korale.

I wstążki.

Mnóstwo wstążek tańczących na wietrze.

Opublikowano w Moje

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *